| Biuro Turystyki Kajakowej AS-TOURS | PROZONE - wypożyczalnia kamer GoPro! | KONKURS RELACJA MIESIĄCA |

2016-07-22 Wisłą z Goczałkowic

Nasze i nie tylko relacje z wody, ze spływów i wypraw.
Regulamin działu
WAŻNE: Bardzo proszę o dodawanie do tytułu relacji daty rozpoczęcia wyprawy w formacie DD.MM.RRRR.

2016-07-22 Wisłą z Goczałkowic

Postprzez marcel » 26 lipca 2016, o 22:46

Zeszłoweekendowy spływ Wisłą.

Na ten spływ ostrzyłem sobie zęby od dłuższego czasu. Tym bardziej że praca i inne obowiązki ograniczają wyjazdy do Przemszy, Brynicy i Pogorii.
W końcu się udało. W piątek wyrwawszy się wcześniej z pracy, spakowałem córkę, ponton i masę gratów i wyruszyliśmy. Pociągiem z Katowic do
Goczałkowic. Niecała godzinka jazdy.

Miejscowość Goczałkowice-Zdrój jest bardzo ładna. Parki, stawy, parki i sanatoria. Pięknie. Minus taki że w sklepie nie idzie kupić
normalnej konserwy. Trzeba się było wrócić aż do ronda, i skręcić w lewo - był sklep w którym była jakaś konserwa 'mięsna"

Koniec końców, o 16 byliśmy na wodzie .
Obrazek 1

Wisła jawi się niczem Amazonka... A tak bardziej serio. Woda mimo że wypływa ze zbiornika który jest źródłem wody pitnej, niesie ogromne
ilości mułu. Za to nie śmierdzi. I w sumie to malowniczo wygląda.

Obrazek 2

Pełno dzikiego ptactwa. Myszolopy, jaszczompy, bociany. Nie znam się na tym ale Córka była pod ogromnym wrażeniem - z bliska...

Obrazek 3

Przepust rurowy. Na zdjęciach w sieci, wyglądało to na zwykły niski mostek. W rzeczywistości - paskudna przeprawa. Brzegi zarośnięte,
i ciężko się wydostać na górę. No i w dodatku, górą śmigają ciężarówki w jedną i w drugą, bo droga prowadzi do kopalni.

Obrazek 18

Dopływ na lewym brzegu.
Obrazek 14

I pierwsze przełażenie po gałęziach.
Obrazek 15

Malownicze brzegi. Wyglądają na przyjazne, ale takie nie są. Porośnięte wszelkim chwastem. Króluje pokrzywa i perz. Co najgorsze,
zaraz przy brzegu jest głęboki, a ściany są bardziej strome niż wyglądają.

Obrazek 16

Ale młoda nadal zadowolona.

Obrazek 17

Bo jej się udało sfotografować sarnę. Poza sarną, była jeszcze masa niewidocznych bobrów, które hałaśliwie wskakiwały do wody, i jedna dzika krowa.
Obrazek

Obozowisko nad ranem. Brzeszcz. Wylądowaliśmy dzień wcześniej o 21.00. Schodki przy wodowskazie były dla nas zbawieniem. W żadnym innym
miejscu po drodze, czyli przez 15 km, nie było szans na wyjście na brzeg i wyciągnięcie na niego pontonu.

Obrazek 5

Motyl na kąpielówkach. Rano było ich całkiem sporo. Z jakiegoś powodu upodobały sobie czerwone zapinki od namiotu, i moje gacie.

Obrazek 6

Po ruszeniu z Brzeszcz, brzegi ujawniają swoją podłą naturę. Prawie pionowe, piaszczysto-ilaste. Na tym odcinku nurt jest szybszy, a rzeka bardziej kręta.
Kilometr po prostej, oznacza trzy i pół kilometra rzeką. Wystarczy utrzymywać ponton na środku nurtu, żeby płynąć 3km/h.

Obrazek 4

Około 11.30 utknęliśmy. W poprzek rzeki leżało sporo zwalonych pni. Przeszkoda szeroka na jakieś 3 metry. Ale pnie drobne. Nie dało się na nich stanąć.
Były też zbyt splątane żeby je rozdzielić. Trzeba było wrócić do Brzeszcza.
Musieliśmy podpłynąć jakieś sto metrów nazad i znaleźliśmy jedyne miejsce, w którym wyglądało że można wysiąść. To było bardzo błotniste miejsce. Bardzo.

Obrazek 7

Ponton w błocie..
Obrazek 8

Świetlana przyszłość przed nami...Niestety, ta świetlana przyszłość to było pole pokrzyw i tataraków i to w dodatku błotniste. Jakieś 500 metrów wyrąbywania
drogi za pomocą wioseł. Raczej nie będziemy mieli reumatyzmu.

Obrazek 9

Widok na pole którym przeszliśmy, ani śladu naszej wycinki. W dodatku wygląda przyjaźnie.

Obrazek 10

Staw kopalniany. Zaraz za wałem tworzącym staw, jest zalany dom. Kopalnia jak zbudowała staw, to go słabo zabezpieczyli i jeden z tambylców
stracił lokum.

Obrazek 11

Upalna droga na dworzec. Dotarliśmy po godzinie. I co się okazało ? Dworzec jest , ale pociągów nie ma. Wogóle. Trzeba było podjechać busem do Oświęcimia
(przystanek jest jest pół kilometra dalej, a busy odjeżdżają co pół godziny). Byliśmy tak brudni ( pomimo mycia się na dworcu kolejowym), że kierowca zgodził
się nas przewieźć tylko jeśli będziemy siedzieć na podłodze.

Obrazek 12

Dworzec w Oświęcimiu. Przygotowany na ŚDM więc ogrodzeń dużo.

Obrazek 13

Po powrocie do domu, trzeba było myć wszystko - zwłaszcza ponton, który razem ze sporą ilością błota został spakowany do czerwonego wora.
O dziwo, ponton przetrwał bez żadnej dziury. Za to straciłem jedną karimatę ( potargana w trakcie przedzierania się przez chaszcze) i buty do
nurkowania ( było w nich tyle mułu że nie widziałem szans na ich doczyszczenie).

Dwie fajne rzeczy które wymyśliliśmy.
Karimat nie trzeba chować do wora. Zamokną, więc zamiast do namiotu, kładzie się je pod namiot.
Duży mokry worek transportowy, można wywrócić na lewą stronę, i wsadzić do niego równie mokre kamizelki. Tym sposobem zyskuje się poduszki,
a wilgoć nie włazi do namiotu.

Spływ choć przerwany w połowie - udany.
Avatar użytkownika
marcel
*****
 
Images: 0
Dziękował/a : 65
Dziękowano: 230
Dołączył/a: 04 kwietnia 2015
Sprzęt: Ponton Czajka, Solar 410

Re: 2016-07-22 Wisłą z Goczałkowic

Postprzez miandas » 26 lipca 2016, o 23:54

Świetnie. Ponton jest mi bliski, bo też nadmuchiwany :) . A Wisła-dla mnie nieznany odcinek
droga zawsze nagradza
mój kanał youtube
Avatar użytkownika
miandas
******
 
Images: 0
Dziękował/a : 1324
Dziękowano: 307
Dołączył/a: 24 czerwca 2015
Sprzęt: Solar 410, OldTown Camden120


Powrót do Relacje - spływy, wyprawy, przygody. Wróciłem z...

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 24 gości


cron