| Biuro Turystyki Kajakowej AS-TOURS | PROZONE - wypożyczalnia kamer GoPro! | KONKURS RELACJA MIESIĄCA |

Znalezione wyniki: 94

Wróć do listy podziękowań

Re: Napełnianie kartuszy Campingaz z Ronson, dolewanie gazu.

Witam.
Jestem nowy na tym forum, ale już stwierdzam, że jest mi ono bliskie. Poniższa lektura nie jest dla ludzi o słabych nerwach, lub o braku technicznej wiedzy.
Gaz przelewam do kartuszy 100, 250 i 500g już od ponad dwudziestu lat. Mój patent polega na napełnianiu kartuszy poprzez autonomiczny palnik jeszcze firmy EpiGas, jeśli ktoś pamięta. Trzeba jednak wykręcić dyszę z palnika, żeby szło szybciej. Do palnika bezpośrednio nałożony jest wąż acetylenowy 0,5m i ściśnięty opaską. Po drugiej stronie jest króciec z nakrętką do podłączenia butli 2kg. Gaz przelewa się szybko i sprawnie w przeciwnym kierunku do normalnego przepływu odparowanego gazu. Od czasu do czasu trzeba odkręcić kartusz z uprzednim zamknięciem zaworu palnika, a następnie np zapałką (stroną nieuzbrojoną) zwolnić zaworek i spuścić nadmiar ciśnienia. Potem można kontynuować napełnianie. Ważne jest aby ważyć kartusz na wadze elektronicznej, ponieważ przepełnienie grozi rozerwaniem przy wzroście temp. zew. W mojej długoletniej praktyce nie przydarzyło się nic, co mogłoby ujść za sytuację niebezpieczną. Jeszcze jedno, niektóre palniki maja iglicę w formie rurki, która stopniowo nacina grzybek zaworka w kartuszu tak, aby uniemożliwić napełnianie. Poradziłem sobie i z tym zaślepiając ową iglicę w górnej jej części. Ostatnio nasila się problem z dostępnością butli 2kg na wymianę na stacjach benzynowych. Prawdopodobnie będę zmuszony przejść na butle 11kg. Daje się też niestety zauważyć spadek jakości (czystości) gazu. Po odparowaniu w kartuszu zostaje tłusta maź nie dająca się już opróżnić nawet po podgrzaniu do kilkudziesięciu stopni. Z resztą często zdarza mi się wstępnie podgrzewać kartusz paląc pod nim paliwko turystyczne lub inny rodzaj paliwa stałego. Kaloryczność gazu diametralnie poprawia się. To tyle. Jeśli będą pytania to chętnie odpowiem.
przez synkopa
23 września 2014, o 20:02
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: GUMOTEX Solar

Już się przywitałem w innym miejscu więc od razu przejdę do meritum.
Mam solara c3 od maja tego roku i bez przesady mogę powiedzieć, że przepłynąłem nim już blisko pół tysiąca kilometrów, głównie na rzekach w tym ekstremalnie zwałkowych typu Gowienica, Wołczenica i Mołstowa. Tak, to był na prawdę intensywny dla mnie sezon. Kajak jest bardziej wytrzymały niż się komukolwiek wydaje. Setki pokonanych pni i szorowan po dnie nie uszkodziy powłoki, chociaż stała się już matowa. Jedno miejsce przypomina zadartą skórkę przy paznokciu, ale bez widocznego poszycia wewnątrz. Dokonało tego jedno krótko ścięte źdźbło trzciny, ale dziury nie zrobiło. Wielokrotnie widywałem zdziwione twarze ludzi "z branży", niedowierzających w stabilność i wytrzymałość tego wynalazku. Potem, kiedy pływali już ze mną, ze zdumieniem kręcili głową na znak aprobaty. Ja sam jestem wielkim zwolennikiem tej konstrukcji. Jest nie zwylke stabilna. Po przejściu pnia, po prostu wskakuję z rozpędu do środka przytrzymując kajak rękoma. Kajak ma też tę przewagę nad konkurencją, że ja osobiście pompuję go do ciśnienia 0,3 bara, bo przy dopiero tym ciśnieniu otwiera się zawór w dnie. Sevylor niech się schowa ze swoim 0,1bar. Mam pompkę z manometrem więc wiem. Znakomicie wpływa to na sztywność całej konstrukcji. Oczywiście biorę poprawkę na słoneczne dni. Niestety zawór lubi się nie do końca zamykać, co czasem powoduje powolny spadek ciśnienia do nawet 0,1bar. Aby temu zapobiec opracowałem technikę udarowego zamykania zaworu, poprzez szybkie uderzenie weń otwartą dłonią. Jeśli i to nie pomaga to trzeba delikatnie "wydłubać" przykrywkę i oczyścić to co tam lubi się zebrać. Mam sporo doświadczeń z tym modelem i chętnie się nimi podzielę, w miarę jak będzie się rozwijała dyskusja.
przez synkopa
23 września 2014, o 20:29
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Gowienica

W końcu wybrałem się na rzekę, która jest mi szczególnie bliska, bo znam jej brzegi z wędrówek. Zawsze miałem duży szacunek do tej rzeki, bo jest malownicza i niedostępna. Zanim nabrałem wprawy we wprawnym pływaniu kajakiem, zwłaszcza dmuchanym, pływałem głównie po okolicach Zalewu Szczecińskiego i Świny nad którą mieszkam i do kanałów której mam mniej niż 100 m. Mierzeja Świny to świetne miejsce nie tylko na żeglarstwo jak sądzą niektórzy, ale również genialne miejsce do pływania kajakiem. Gowienica miała być ukoronowaniem moich nabytych umiejętności. Przewodniki i napotkane relacje w sieci przestrzegają, że nie jest to rzeka łatwa. Dziś z perspektywy czasu i obycia, myślę że nie jest aż tak trudna jak o niej piszą. Załączam świetną stronkę z mojego terenu na której mozna odnaleść Gowienicę.
http://www.pomorskikrajobrazrzeczny.pl/app/index.php/map#
Termin spływu to 19-21 września br. Poziom wody, choć niski, dawał jednak szanse pływania. Przygodę zacząłem w Kikorzy na moście w miejscu w którym prawie idealanie przechodzi 15 południk (53.632568, 15.000608 skopiuj i wklej w google maps). Tego dnia pracę skończyłem punkt 15-ta i o tej też godzinie spakowany wcześniej, zabrałem się z kolegą w drogę w stronę Szczecina. Na obwodnicy Goleniowa przeszedłem na krajową szóstkę, gdzie po 10 min. złapałem stopa do wspomnianej wcześniej wsi. Do kajaka wsiadałem już 45 min. później. Początek wydawał się być w miarę szeroki, bo ok. 3 m. Potwierdzały to też zdjęcia ze stret view google.
https://www.google.pl/maps/@53.6326088,15.0006295,3a,75y,149.41h,53.53t/data=!3m4!1e1!3m2!1sNKjrZB1sM4fj_BzWTT00MQ!2e0 Po kilkudziesięciu metrach okazało się jednak, że rzeka zarosła i stanowi nie lada wyzwanie dla mięśni. Głowa zdawała się nie przyjmować tego do wiadomości. Walka trwała jeszcze czas jakiś, aby wreszcie po kilkuset metrach, dodatkowo po stopniu wodnym, można było nieco odpocząć. Właściwie to literatura nie jest jednoznaczna co do źródeł Gowienicy. W jednej podaje się, że w tym miejscu to jest Stepnica, jako dopływ Gowienicy w innym, że to już właściwa rzeka. Spór zostawiam hydrografom. W pewnym miejscu dochodzi prawy dopływ i robi się znów ok 3 m. Teraz walczę już tylko z miejscowo występującymi zarostami, zwłaszcza w miejscu bobrzych tam. Zrobiło się już ciemno, więc zakładam czołówkę i płynę dalej w poszukiwaniu dogodnego miejsca na nocleg. W końcu znajduję coś interesującego 53.660576, 14.907078
i punkt 21-a wychodzę na brzeg. Jest cicho i pięknie, dookoła żywej duszy - tego mi właśnie trzeba. Z oddali dochodzą odgłosy ryków jeleni, pohukiwanie puchacza i puszczyka. Płoszę jeszcze bobra trzaskiem gałęzi i rozpalam ogień. Jest cudownie, rozgwieżdżone niebo i ta wszech ogarniająca dzika natura. Tak zakończył się dzień pierwszy. CDN
przez synkopa
25 września 2014, o 21:53
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Gowienica

Poranek był rześki i piękny. Miałem trochę oporów, aby się ubrać w mokrą piankę. Po śniadanku na wodę i do przodu. Rzeka, choć miała już stałą szerokość to jednak wciąż regularnie zarastała miejscami, a wtedy to jakby ktoś doczepił z tyłu jeszcze trzy albo więcej kajaków. Na mapie te miejsca widoczne są z góry jako ładne zielone placki 53.695799,14.909032. (Przełącz na widok z satelity)
Chwilami bywało niezwykle ciężko, z uwagi na brak punktu do odepchnięcia. Cała ta zieleń przerastała toń głęboko, a wiosło grzęzło gdzieś w mule nie
dając podparcia. Pomalutku centymetr po centymetrze posuwałem się naprzód. Widząc przed sobą wolną od zatoru wodę, obiecywałem rękom, że to już ostanie takie miejsce. Słońce przygrzewało, owadów nie było, więc dawało się to wszystko jakoś znieść. Raz spotkałem miejscowego, który miał łatwość nawiązywania kontaktu, wiec pogadaliśmy sobie o pięknie przyrody. Poczciwa chłopina z niego, choć nie zrozumiał po jakiego grzyba taplam się w wodzie.
W tak pięknych okolicznościach przyrody, dotarłem wreszcie do Łoźnicy, gdzie pokonawszy jaz i skręciłem na zachód. 53.699487, 14.879095
Rzeka zaczęła się zmieniać. Dno z mulistego przeszło w piaszczyste, a brzegi wypiętrzyły się z lekka. Las podszedł bliżej wody,
wiec przybyło powalonych drzew. Do tej pory występowały "zarostki", teraz zastąpiły je "zwałki". Rzeka zaczęła mocniej meandrować, a za każdym
zakrętem: "dzień dobry" - w pas kłaniały się drzewa, nie wiedzieć czemu zawsze pniem w wodę. Nie bywam wtedy zły, ale przyjmuję co natura daje.
Jeszcze w Łoźnicy obiecywałem sobie wyjście do sklepu, ale było ciężko się zatrzymać. Tak jakoś mam, że jak płynę to nie mogę się zatrzymać.
Znacie to uczucie? Postanowiłem, że w następnej wsi, Babigoszczy, to już musowo poszukam sklepu i zakupię prowiant. Kiedy tam dopłynąłem, oczom
moim ukazał się stary, nieczynny młyn z kołem, jeszcze gotowym do podjęcia wytężonej pracy. 53.680296, 14.813229 Udało się nim nawet obrócić.
Po wyjściu na brzeg, okazało się, że sklepu we wsi nie ma, bo splajtował. Do następnej wsi miałem cztery godziny walki w żywiołem. Cóż było robić? Trzeba przyjąć co
jest. Rzeka jakby się uwzięła. Zwalonych drzew wciąż przybywało, ale za to jaka uczta dla wzroku i ducha! Piękny szeroki wąwóz z wijącą się w nim wodą, a na brzegach kanie, a czasem prawdziwki. Oczywiście uszczknąłem nieco z tego bogactwa. Jelenie i łanie stały na brzegach wpatrzone w to coś, co się do nich zbliżało rzeką. To zaskakujące, ale zwierzyna nie spodziewa się niebezpieczeństwa ze strony wody. Stoją tak w bezruchu wpatrzone, nie potrafiąc rozpoznać w tym czymś
znajomego kształtu, dopiero gdy byłem już całkiem blisko, być może mój zapach ostrzegał ich o tym, że zbliża się "największy ich wróg".
Tak dopłynąłem do Widzeńska 53.667064, 14.744461
Oczy rozweselonej młodzieży siedzącej na brzegu skupiły się na mnie. Co za dziwoląg przypłynął. Obsypany liśćmi, korą i wodorostami. To od tego ciągłego wysiadania i przeciągania kajaka przez zwalone pnie i wypłycenia. Na moje pytanie o sklep, stwierdzili tylko, że u nich sklep też splajtował. Co jest? To już na samym piwie nie da się utrzymać? Udało mi się zrewidować swoje plany w kwestii kolacji. Coś tam jeszcze zostało. Problemem był jedynie mały zapas wody pitnej. Pożegnałem się grzecznie i popłynąłem dalej, jak najdalej od wioski. Jeśli mam być bezpieczny, to tylko głęboko w dziczy. Wciąż płynąłem na zachód. Od wychodzenia na brzeg i przenoszenia kajaka przez pokrzywy, koszmarnie bolały mnie nogi. Już kiedyś, zupełnie niedawno, przeżyłem coś podobnego przy pokonywaniu górnego odcinka Mołstowej. 53.832046, 15.560873 Pamiętam wtedy, że przez te cholerne pokrzywy nie zmrużyłem oka całą noc. Czyżby miało się to znów powtórzyć? Na jednym z zakrętów zauważyłem z boku ciek wodny, który wydał mi się niezwykle czysty. Okazało się, że to źródło wybija kilka metrów dalej. Miałem wiec możliwość zaczerpnięcia wody. Natura czasem przychodzi w sukurs we właściwym momencie. Znów mijam sarny, które na wyciągnięcie dłoni stały do końca wpatrzone we mnie. To nieprawdopodobne, ale zwierzyna w pierwszym zrywie nagle się płoszy, robi kilka szybkich susów i zatrzymuje się, jakby zawstydzona swoją nagłą paniką. Staje i patrzy spokojnie jak odpływam w dal. Nie sposób wykonać wtedy zdjęcie, wszystko trwa ulotnie szybko. W końcu dopływam do znajomego miejsca. 53.669543, 14.725176 Mój stary druh - dąb szypułkowy, czekał na mnie, aby znów mnie ugościć. Spędzaliśmy razem chwile na wiosnę tego roku, kiedy robiłem rekonesans wędrując wzdłuż brzegów. Staruszek ma już kilka wieków, ale wciąż dobrze się trzyma. Rozpalam ognisko w zapadających ciemnościach i po obowiązkowym myciu zasiadam do kolacji. Znów scenariusz ostatniej nocy się powtórzył. Gwieździste niebo, ryczące jelenie i odgłosy ptactwa z lasu za plecami. Zasypiam bez trudu pomimo pokrzyw. Śnię o białogłowej imieniem Gowienica... CDN
przez synkopa
26 września 2014, o 22:29
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Jedno z wielu zastosowań solara

I po co namiot targać jak świetnie do spania nadaje się dmuchaniec? W razie deszczu rozwijam sznur pomiędzy drzewami i wieszam folię. Powietrze trzeba nieco spuścić, żeby się lepiej spało.
przez synkopa
26 września 2014, o 23:14
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Gowienica

Dzień trzeci.
Ranek przywitał mnie deszczem, pianka znów była nieprzyjemna w nakładaniu,
a resztki jedzenia nie poprawiły nastroju. Pożegnawszy się z dąbkiem,
osiadłem na wodzie. Mgła jeszcze się nie uniosła, a ruchu powietrza nie
dało się wyczuć. Odgłosy niosły się w tak nasyconym parą powietrzu. Rzeka
zmieniła nieznacznie wygląd, bo teraz wokoło było więcej łąk, na których
co i rusz buszowały dziki, sarny i jelenie. 53.669489, 14.720570 Woda
znacznie się wypłyciła, a zakola ze starorzeczami zwiększyły na
intensywności. Na brzegach kanie pochylały swe kapelusze nie mogąc już
chyba utrzymać ciężaru. Zwałek wciąż było dużo, ale nie zwracałem już na
to uwagi. Otoczenie było tak piękne, że kolejna przeszkoda pozwalała mi
dłużej obcować z tym zaczarowanym światem. Tak dopłynąłem do miejsca
biwaku, który odbyłem w kwietniu 53.676641, 14.681700. Wyszedłem na ląd
zobaczyć czy dostatecznie zatarłem za sobą wszelki ślad, zwłaszcza po
ognisku. Darń wyciąłem głęboko, a teraz po włożeniu zrosła się z resztą
bez śladów obróbki. Dziwne jest tylko to, że momentalnie wyrosła w tym
miejscu pokrzywa. Spędzając w tym miejscu nocleg, myślałem wtedy o tej
rzece, jako nie możliwej do splynięcia ze względu na trudności. Jak bardzo
się myliłem i jak bardzo nie znałem wtedy swych możliwości! Dziś nie tylko
walczyłem z przeciwnościami, ale czerpałem z tego przyjemność. Kiedy
pokonałem most drogowy, 53.674112, 14.669856 sądziłem, że od teraz rzeka
przyjmie formę prostego i nudnego kanału. Nic bardziej mylnego. Wiła się
nadal, a jakże, wcięta wąwozem wśród alei dębów po obydwu stronach.
Myślałem, że ten odcinek będzie nudny, a przyszło mi na powrót cieszyć
oko. W końcu dopłynąłem do Stepnicy i nawet te ostatnie kilometry były
interesujące, ze względu na zagospodarowanie terenu wokół posesji
mieszkańców.
W końcu dopłynąłem do wód Roztoki Odrzańskiej. Godzina była około
południowa, słońce zaczęło wyzierać zza chmur, więc zamiast skierować się
na plażę w Stepnicy, postanowiłem dopłynął do wyspy Chełminek 53.674752,
14.531853 a stamtąd, jeśli pogoda pozwoli, do Skoszewa. Wiatr był całkiem
spory na tej otwartej przestrzeni, więc wiosłowanie do brzegów wyspy
zajęło prawie dwie godziny. Ostatecznie zrezygnowałem z przybicia do
brzegów wyspy z uwagi na ciemną chmurę, która szła od strony zalewu.
Dobiłem do stałego lądu w okolicy Świętowic 53.675282, 14.547131 i tak
zakończyłem zmagania z wodą na ten weekend. Gowienica okazała się
niezwykle wymagająca, ale w zamian zaoferowała doznania estetycznie par
excellence.
przez synkopa
30 września 2014, o 23:01
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Pompka do kajaka i pontonu

201409221279.jpg Ja woziłem do niedawna ze sobą pompkę mieszkową Bravo 7 z manometrem. Ogólnie jest ciężka, bo prawie 1kg, ale dawała się łatwo spakować, ze względu na jej konstrukcję. Niestety, pompka zaczęła pękać od spodu i puszczać bokiem powietrze, więc przestrzegam zainteresowanych przed jej zakupem. Wcześniej pękały w niej wewnętrzne zawiasy, ale z tym sobie poradziłem. Teraz pewnie wrócę do tłokowej 2x1,1l.
Kupiłem wcześniej w Decathlonie pompkę 2x1,4l i ta jest naprawdę solidna. Nie ma nieszczelnosci, a rączka jest tak użebrowana, że nie sposób to załamać. Kosztuje nie całe 40zł. Ale jak dla mnie jest wciąż za duża.
przez synkopa
1 października 2014, o 21:40
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Jak zaplanować dłuższy spływ Odrą?

Hej.
Jako że pływam prawie wyłącznie w weekendy, to podzieliłem sobie Odrę na 4 odcinki. Pierwszy z Kostrzyna do Szczecina robilem jeszcze w sierpniu 2016. Odcinek ciekawy choć szeroki i wiatry mogą popsuć zabawę. Nurt fajnie niesie, wiec 9km/h mialem do Krajnika, potem predkość spadla do 6. Po drodze ciekawy historyczny most kolejowy w Siekierkach. Brzegi zawsze otoczone wałem i bywa daleko do wiosek. Zaopatrzenie można robić w dużych miastach, ale ceny mordują z uwagi na bliskość granicy. Nie polecam. Kolejny odcinek z Cigacic do Kostrzyna robilem takze w weekend we wrześniu. Woda niosła wiec plynelo się znów 9km/h co w dmuchańcu jest ewenementem. Dużo ciekawiej, sporo lasów, ciekawe miejsca, Krosno Odrzańskie, dalej przęsło zniszczonego mostu betonowego koło Eisenhuttenstad. Potem nieczynna elektrociepłownia Kraftverk Vogelsang z kominami do zwiedzenia. Kolejny etap z Malczyc do Cigacic 14-16 października. Dużo lasów, zabytki na brzegach, kupa miejsc do spania. W Głogowie Dream jump, przy odrobinie szczęścia można podziwiać skoczków. Nurt pozwalał utrzymywać 9 km/h. Ostatni etap z Chałupek do Cigacic zrobiłem 29.12 - 01.01. Pierwsze kilometry Granicznego Meandra Odry bajeczne. Po ujściu Olzy - ściek. Poniżej Raciborza rzeka zwalnia i zacząła się walka po 14, a w sylwestra 17g w kajaku aby dopłynąć do Cigacic na czas. 23 czy 24 śluzy, przenoski nieraz po 300m. Wysokie brzegi z larsenu. Wyraźna ulga poniżej Brzegu dolnego. Wrocław robiłem w Sylwestra tuż przed północą przez miejskie śluzy. Niezapomniane wrażenia. Wcześniej, w Brzegu piękny podwójny kamienny jaz. We Wrocławiu dobre miejsce poniżej Mostu Pomorskiego widziałem tu: 51.113600,17.027047 powyżej jest zakaz pływania kajakiem, ale ja go złamałem. Była w końcu sylwestrowa noc. Ogólnie trudności na tymodcinku to stojąca woda i śluzy. Nie warto pchać się na brzeg od strony śluzy tylko wybierać brzeg od strony jazu. W 10 dni dasz rade. Zalew Szczeciński robiłemjuż wielerazy we wszystkich kierunkach nawet przy 1m fali. To groźny akwen, musisz uważać. Pytaj jakby co. Aha, w tzw między czasie zrobiłem m. in. odcinek Warty. Z Lubonia do Kostrzyna 11-13 listopada. Dla mnie te rzeki są podobne w wielu miejscach. Oj długo jeszcze by pisać.
przez synkopa
4 lutego 2017, o 22:19
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Jedno z wielu zastosowań solara

Poniżej zamieszczam prywatną korespondencję na temat spania w i na solarze. Może ktoś skorzysta.


Re: Spanie w kajaku
Wysłano: 5 lutego 2017, o 15:08
przez marcel

Jasne że trzeba to upubliczynić. O ile solary są często kupowane, to mało jest wpisów właśnie o takich trikach.

Re: Spanie w kajaku
Wysłano: 5 lutego 2017, o 14:57
przez synkopa

Hej.
Spanie w środku również wymagało mocnego upuszczania powietrza i to ze wszystkich komór. Dopiero wtedy robiło się w miarę wygodnie. Siedzenie zawsze wyciągałem, żeby posiedzieć pod drzewem przy ognisku. Co do spania w środku to odczuwałem chłód od przylegających bocznych komór, nawet latem. Od spodu karimata zwykle wystarczała. Od pewnego momentu zacząłem spać na odwróconym kajaku z mocno upuszczonym dnem i to jest to. Wpada się w lekki dołek. Karimata nie ślizga się i jest się sporo powyżej ziemi. Świetne siedzenie i wersalka. Nigdy nie spadłem. Z siedzenia też upuszczam wiatru, ale nie zbyt dużo. Potem je składam do środka, a przed snem pod kajak chowam wszystkie bety. Jak mam obawy o pogodę, to rozkładam tarp. Poranne dmuchanie pompką traktuję jako rozgrzewkę i gimnastykę. Sposób ze spaniem na dnie praktykuję z powodzeniem od 2014 na solarze i od 2016 również na safari moim drugim, stricte zwałkowym dmuchańcu. Solara używam na długich dystansach i otwartych wodach. Możemy upublicznić tę korespondencję, może ktoś wniesie coś nowego?

Re: Spanie w kajaku
Wysłano: 5 lutego 2017, o 13:43
przez marcel

Hej
Upuszczasz powietrze z siedziska? Muszę wypróbować koncepcję spania od drugiej strony. Przymierzałem się do spania w środku, ale mogę leżeć tylko na boku.

Re: Spanie w kajaku
Wysłano: 4 lutego 2017, o 19:38
przez synkopa

Hej.
Zdjęcie robiłem smartfonem w 2014r. Może i gdzieś na pececie mam to zdjęcie, to przy okazji wrzucę. Wtedy spałem jeszcze w Solarze, ale w wyniku doświadczeń stwierdziłem, że spanie na odwróconym solarze z upuszczonym ciśnieniem w środkowej komorze jest wygodniejsze. Na to karimata i śpi się cudownie. Czasem nad głowę tarp. Masz pytania? Śmiało!

Spanie w kajaku
Wysłano: 4 lutego 2017, o 19:06
przez marcel

Hej
Zamieściłeś kiedyś fotkę ze spania w solarze. Niestety nie jest już widoczna na forum. Mógłbyś wrzucić jeszcze raz?
przez synkopa
5 lutego 2017, o 16:14
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Windpaddle - składany żagiel do kajaka i kanu.

Ja używam tego wynalazku od trzech lat z powodzeniem. Żagiel zamontowałem na Solarze a czasem stosuje także na Safari, choć ze względu na jego długość, gorzej się sprawdza w tej konfiguracji. Sam żagiel daje możliwość łapania wiatru z kierunków do 30 st. i przy użyciu wiosła jako steru pływałem po Zalewie Szczecińskim na dystansach większych od 30km. Konstrukcja żagla nie jest trwała i trzeba się liczyć z łamaniem usztywnienia w postaci 4mm włókna szklanego, które jest podcinane przez złączkę z metalowej tulejki. W swojej karierze wymieniłem już co najmniej dwukrotnie włókno, nie licząc skracania. Obecnie posiadam trzy takie żagle kupione na ebay. Podłączam link do krótkiego filmu https://www.youtube.com/watch?v=JjhkF0V8ND8 https://www.youtube.com/watch?v=KQZkKE3KTMg
przez synkopa
18 kwietnia 2017, o 08:58
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Windpaddle - składany żagiel do kajaka i kanu.

Do pływania na żaglu wybieram wietrzne dni. Czasem nawet z wiatrem 70km/h, raz spróbowałem przy porywach do 100km/h, ale nie było to bezpieczne. Pływam w różne strony na Zalewie Szczecinskim i czasem na zatoce wzdłuż brzegu. Po dopłynięciu na drugi brzeg przewiezione powietrze wypuszczam z kajaka i kieruję na pociąg, bus lub umówiony blablacar i wracam do domu. Ot takie moje pływanie kiedy mam ochotę na coś innego. Załączam mapkę z trasami, które w ten sposób przepłynąłem.
przez synkopa
18 kwietnia 2017, o 12:26
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Windpaddle - składany żagiel do kajaka i kanu.

Żagel podtrzymuję pod pachami, prosto pod wiatr lub ze stałym kątem do 30 st. jeśli płynę nie dokładnie tam dokąd wieje. Gdy płynę zgodnie z kierunkiem wiatru, ściągając "lejce", wpływam na kierunek płynięcia. Jeśli potrzebuję płynąć z jeszcze większym kątem, nawet 45st. to trzymam daleko wiosło na powierzchni wody nieco z tyłu kajaka od nawietrznej i kręcąc wpływam na pozycję kajaka. Staram się mocno nie hamować, tylko stale utrzymywać pióro w ślizgu. Dodatkowo daje mi to stabilizację, przy pokonywaniu fali. Do kierunku wiatru udaje się stale trzymać te 45st. pod warunkiem siły wiatru >8m/s. Faktyczny kąt będzie i tak trochę mniejszy, ze względu na znoszenie. Z doświadczenia preferuję pływanie pod kątem do wiatru i fali, które łatwiej w ten sposób pokonywać, z powodu braku sztywności kajaka.
przez synkopa
24 kwietnia 2017, o 22:28
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Pneumatyczne - lista

Nie, nie nabyłem solara 2, ale poważnie się zastanawiałem, nie ze względu na dłuższe pokrycie kokpitu, ale na otwór spustowy i potencjalną możliwość zamocowania steru do seawave'a. Pokrycie pokładu mnie nie interesuje. Więcej z tym kłopotu jak pożytku. Zainwestowałem w ręczną pompę zęzową podczas pływania na fali. Na rzekach, w ogóle nic nie stosuję. Wody mam nie wiele.
przez synkopa
24 kwietnia 2017, o 22:47
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Windpaddle - składany żagiel do kajaka i kanu.

Przy dużych wiatrach na otwartej przestrzeni zmierzone prędkości są w przedziale 8-12km/h. Czasem przy porywie 70 km/h i z górki na fali jest trochę więcej, ale robi się niebezpiecznie. Na Warcie trudno będzie o takie stabilne warunki. Mam trzy żagle, gdyż jeden kończy żywot, używany od 2014r. Dwa pozostałe mają odmienną konfigurację mocowania i długości lejców, odpowiednio do Solara i Safari. Sam Safari został też dostosowany do tych i innych potrzeb. O tym mogę opisać jeśli to kogoś interesuje.
przez synkopa
25 kwietnia 2017, o 21:33
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Dmuchaniec do 2500 pln...który wybrać?

Oparcie w kajaku po prostu odciąłem i skleiłem przewężenie, którym przechodzi powietrze do usuniętej części. Na dalszym etapie można zastosować siedzenie od np Solara, lub lepszym rozwiązaniem jest zakupić siedzenie do Seawave'a bo ma niższe i zgrabniejsze oparcie. Trzeba się jednak liczyć z nieznacznym podniesieniem środka ciężkości i zauważalnymi zmianami w tym zakresie. Nie jest to jednak coś dyskwalifikującego przedsięwzięcie, zwłaszcza w kontekście korzyści jakie płyną dla czterech liter. Ja miałem inną alternatywę. Ponieważ już kiedyś przerobiłem swojego Safari, wyposażając go we wspomniane, dodatkowo zakupione siedzenie od Seavawe'a, pozostało mi zbędne oryginalne siedzenie. Postanowiłem odciąć od niego poduszkowate i niewygodne oparcie, i w to miejsce wkleić odcięte od Heliosa oparcie. Przedsięwzięcie było ryzykowne jak większość zadań, które zwykle robię. Długo opisywać by testy z doborem klejów (fabryczny nie sprawdził się, co opisałem w innej części forum) w sukurs przyszli jak zwykle wszelacy doradcy. Udało mi się z powodzeniem zastosować klej TIP TOP SC4000 i w efekcie mam hybrydę z dwóch części, charakteryzującą się niskim, a długim siedzeniem od Safari i dobrze dopasowanym oparciem od Heliosa. Postaram się wrzucić foty siedzenia, ale kajak już schowałem, to podrzucę coś później. Odważnym mogę pomóc doradztwem, niepewnym odradzam bo nie podołają.
przez synkopa
28 września 2017, o 08:37
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Dmuchaniec do 2500 pln...który wybrać?

Z tymi zaworami Gumotexa też mam swoje doświadczenia. Mam solara i raczej nie najlepsze odczucia co do poprawności działania tego zaworu. Wystarczy trochę piasku czy innego śmiecia i zaczyna się powolne upuszczanie. Czyszczenie nie jest za wygodne i ogranicza się do zdjęcia osłonki i przemycia. Raz czy dwa razy wykręciłem cały zawór i przemyłem dokładnie. Obecnie pod dekielkiem umieszczam dociętą na wymiar gąbeczkę, aby ograniczyć niepożądane zjawisko. Przy okazji podniosłem próg zadziałania, co też moim zdaniem było nie najgłupszym rozwiązaniem. Boczne walce zawsze pompuję powyżej 0,3 Bar, kontrolując czasem ugięcie powłoki podczas korzystania. Nigdy nie wystawiam napompowanego kajaka na słońce, a podczas pływania problem nadmiernego wzrostu ciśnienia jest niwelowany poprzez kontakt z wodą. Zaręczam, że leży mi na sumieniu dobro mojego sprzętu i zawsze po pływaniu oglądam dokładnie swe rumaki. Nie zauważyłem żadnych postępujących zmian, a doświadczenie w pływaniu dmuchańcem nieskromnie powiem, mam ogromne. :)
przez synkopa
3 października 2017, o 11:37
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Dmuchaniec do 2500 pln...który wybrać?

Oparcie w kajaku po prostu odciąłem i skleiłem przewężenie, którym przechodzi powietrze do usuniętej części. Na dalszym etapie można zastosować siedzenie od np Solara, lub lepszym rozwiązaniem jest zakupić siedzenie do Seawave'a bo ma niższe i zgrabniejsze oparcie. Trzeba się jednak liczyć z nieznacznym podniesieniem środka ciężkości i zauważalnymi zmianami w tym zakresie. Nie jest to jednak coś dyskwalifikującego przedsięwzięcie, zwłaszcza w kontekście korzyści jakie płyną dla czterech liter. Ja miałem inną alternatywę. Ponieważ już kiedyś przerobiłem swojego Safari, wyposażając go we wspomniane, dodatkowo zakupione siedzenie od Seavawe'a, pozostało mi zbędne oryginalne siedzenie. Postanowiłem odciąć od niego poduszkowate i niewygodne oparcie, i w to miejsce wkleić odcięte od Heliosa oparcie. Przedsięwzięcie było ryzykowne jak większość zadań, które zwykle robię. Długo opisywać by testy z doborem klejów (fabryczny nie sprawdził się, co opisałem w innej części forum) w sukurs przyszli jak zwykle wszelacy doradcy. Udało mi się z powodzeniem zastosować klej TIP TOP SC4000 i w efekcie mam hybrydę z dwóch części, charakteryzującą się niskim, a długim siedzeniem od Safari i dobrze dopasowanym oparciem od Heliosa. Postaram się wrzucić foty siedzenia, ale kajak już schowałem, to podrzucę coś później. Odważnym mogę pomóc doradztwem, niepewnym odradzam bo nie podołają.
Dorzucam obiecane zdjęcia. Tak to końcowo wygląda. Komfort pływania znacznie się podniósł. Siedzenie dodatkowo stabilizowane jest od spodu regulowanym paskiem do wklejonego w dno plastikowego regulatora, podobnie jak jest to w przypadku np. solara.
przez synkopa
10 października 2017, o 09:35
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: 3osobowa załoga w solarze po Warcie k.Załęcza

Ze swojego doświadczenia mogę podpowiedzieć, że pływanie w Solarze robi się wygodniejsze jeśli ustawi się nieco inaczej siedziska, tzn tak jak dla trojga, ale środkowe siedzenie ustawia się plecami do tego pierwszego od dziobu. Da się je zamocować pakiem od spodu, a paski od oparcia stają się zbędne ponieważ opiera się ono o plecy tego pierwszego. Nogi dziecka układa się centralnie wzdłuż osi, a dorosły ma dość miejsca po boku na wyciągnięcie swoich. Przetestowałem to w różnych warunkach i poza kilkoma utrudnieniami, bilans wypada na korzyść. Z zauważonych wad to, primo: dziecko nie może wiosłować, co nie jest takie złe, gdyż synchronizacja we troje nie jest łatwa. Niestety zdarza się, że dziecko z tego powodu marznie. Secundo: przy pokonywaniu przeszkód zawieszonych nad głową, trzeba w porę ostrzegać. Zalety, primo: wyraźnie lepsza konfiguracja pod kątem ilości miejsca dla sternika, który przeważnie jest mężczyzną. Secundo: Konfiguracja służy interakcji pomiędzy ojcem a dzieckiem. Warto wykorzystać to do konwersacji face to face. Można wymieniać poglądy i dzielić się spostrzeżeniami i obserwacjami z różnych perspektyw widzianego otoczenia, w przeciwnym razie łatwiej o znudzenie u milusińskiego, a przecież nie chcemy zniechęcać je do kajakarstwa. Tercio: W pływaniu na kilka kajaków, dziecko ma lepszy kontakt z płynącym z tyłu, kim może być np. rówieśnik. Przekonałem do tego sposobu już co najmniej jedną rodzinkę :) Polecam spróbować i ocenić empirycznie.
przez synkopa
30 października 2017, o 11:13
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Liswarta 21.10.2017

Choć czasem lubię się rozpisywać, co niektórzy mogą mi mieć za złe, to jednak w tym miejscu zrobię wyjątek i umieszczę zdjęcie zaraz po powrocie z pracy.
Rozwiązanie jest proste, ale droga do jego wynalezienia była niezwykle długa i wyboista. Tego typu rzeczy najbardziej mnie cieszą, kiedy coś jest proste i świetnie działa. Mam nadzieję, że skutecznie podgrzałem atmosferę. :D
Oto obiecane zdjęcia:
Materiał: dość sztywna czarna guma, ok 2mm gruba. Dopasowana z małym luzem, wkładana na mokro po włożeniu skega.
przez synkopa
15 listopada 2017, o 14:24
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

cron