| Biuro Turystyki Kajakowej AS-TOURS | PROZONE - wypożyczalnia kamer GoPro! | KONKURS RELACJA MIESIĄCA |

Znalezione wyniki: 62

Wróć do listy podziękowań

Re: Warta deszczową porą

A jak tak to szacun i pozdrowienia dla Katarzyny :D

Fotki ze spływu mefisto07 /ja tylko wklejam/:

https://lh4.googleusercontent.com/-ttq_9v86FqA/Uk8nVEEPrtI/AAAAAAAAAHU/zklp_QVzVd0/w564-h423-no/8.jpg

https://lh4.googleusercontent.com/-9wnQbrc5WYM/Uk8lrZY7y0I/AAAAAAAAAGY/SeoAhb7h5J0/w702-h394-no/WP_20130927_004.jpg

https://lh6.googleusercontent.com/-k1Y1UbcfYv0/Uk8murMsOoI/AAAAAAAAAGk/mttGlP-BllY/w702-h394-no/WP_20130928_001.jpg

https://lh4.googleusercontent.com/-3fjr57weqM8/Uk8m0hqMH_I/AAAAAAAAAG0/Pj9sP7oc0yk/w702-h394-no/WP_20130928_004.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/-geMlZy8_v_U/Uk8nGINuGoI/AAAAAAAAAG8/Gd2WVv0pESk/w564-h423-no/7.jpg

https://lh4.googleusercontent.com/-MPhyEz2ReGs/Uk8nJazMcPI/AAAAAAAAAHE/OsT9qqB0kvw/w564-h423-no/5.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/-SibHCEvEr1g/Uk8nVt2y0UI/AAAAAAAAAHQ/_qvKB_sEO64/w564-h423-no/9.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/-ZAawHWTJtMw/Uk8mvw600QI/AAAAAAAAAGs/FCNKFYmeMc8/w702-h394-no/WP_20130927_003.jpg

A teraz na szybko poradnik zastępczy /ten właściwy jak się zrobi/:
1. Myszka na obrazek, prawy klawisz, wybierasz "Skopiuj adres URL grafiki", idziesz do pisania postu.
2. Nad oknem pisania postu jest ikonka Img - 9 od lewej - klikasz pojawia się międzu znaczniki wklejasz adres:
3. Myszą między [img]a[/img] i zamiast tego "a" wklej skopiowany wcześniej adres. Koniec :)
przez ra_dek
5 października 2013, o 00:02
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Nie masz wystarczających uprawnień, aby przeglądać ten dział.
przez eltech
30 października 2013, o 01:18
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Przywitaj się

W kwestii kajaków dedykowanych do konkretnych rzek.Są dwie szkoły jedna obowiązująca na FKaj musisz mieć kilka kajaków do różnych rodzajów wód...druga ... pływasz takie wody jakie tylko twój sprzęt wytrzyma i dopóki tobie sprawia to przyjemność i ja jestem zdecydowanie zwolennikiem tej drugiej.Jak się roz...leci to trudno , trzeba będzie kupić nowy.Raz-dwa razy do roku pływam zwałkę classic iii miałbym pakować kasę w sprzęt który użyję raz do roku???Dla mnie to ekonomicznie nie uzasadnione.No gdybym chciał pływać rzeki górskie,te trudniejsze , to oczywiście ,że tak(kwestia bezpieczeństwa) ale na sporadyczne zwałki...na pewno nie.A co do polietylenu to na ostatnim naszym spływie Ogre , laminaty tak dostały w d... kość ,że myślałem że reperaturek nie starczy a tu z kilkunastu jedynek tylko jedna była klejona(no ale to była wersja super light ), reszta spoko wytrzymała ponad 10 kilometrowe szorowanie , po żwirze , kamieniach i głazach(obciążone bagażem).A na te parę rzek które przepłynąłem , była to jedyna aż tak wyczerpująca dla sprzętu.
Jak kogo nie stać , niech się nie martwi , i pływa laminatem , to taka rada ku pokrzepieniu serc mniej zamożnych kajakarzy :D

PS.:Radku , jakbyco , to przenieś te moje wypociny gdzieś indziej.

Hejka.
przez Krzyś66
18 listopada 2013, o 22:27
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Nowe logo forum - z flagą Polski - co wy na to?

Mefisto,to jak z dziewczynami-możemy je wykorzystać ale ;)
ale jak one nas wykorzystają,to co :?:
I tak i inaczej jest przyjemnie ;) .
przez bogdan
18 listopada 2013, o 22:34
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Spływy zimowe

Ewa zainteresowała się spływami zimowymi pod kątem wyposażenia i ubioru. Napiszę co ja zabieram lub co powinienem zabrać, co nie znaczy, że to rozwiązanie idealne - każdy już podejmie decyzję sam.

UBIÓR (nadmieniam, że tu wiatroszczelność, przepuszczalność pary i wodoodporność są ważne, jak rzadko kiedy):

1. Buty - i tu pierwszy problem. Do kanady możemy prawie wjechać na nartach, ja na zimę (zresztą nie tylko) wybieram ciasny kajak górski, gdzie trudno zmieścić się w obszernych butach. Stąd jestem raczej skazany na neopren, to niezłe rozwiązanie, ale kiedyś nogi marzły mi na postojach od podłoża. Poprawiłem sytuację dodatkową pianką, ze starych butów na wodę, do tego skarpety (nawet dwie lub trzy pary). Nie jestem do końca zadowolony, może dlatego, że używam starych butów do nurkowania - może kajakowe trochę się różnią. Koledzy pływają najczęściej w gumowcach, najlepiej z pianki, bo ciepłe. To rozwiązanie dobre, szczególnie, gdy trzeba brodzić w płytkiej wodzie, ale w przypadku kabiny może być różnie - w końcu żeglarski przydomek kaloszy to kotwice. Popularne są też zwykłe zimowe buty turystyczne.

2. Jak się ubrać - na cebulkę. Unikać bawełny, wskazana jest bielizna termoaktywna, polar, niektórzy lubią wełnę. Kurtka nie musi być ocieplana, najlepiej membrana o dobrych parametrach i takież spodnie. Ideałem byłyby ciuchy kajakowe, ale na pierwszy spływ chyba nikt sobie ich nie kupi. Ważny jest kaptur, wysoki kołnierz (nie wiem czy to najlepsze określenie) osłaniający brodę i usta oraz ściągacze w rękawach (ja lubię zapinane na rzepy). Wydaje mi się, że słabą paroprzepuszczalność można poprawić wentylacją pod pachami na suwaki, ale nie wiem jak to się sprawdzi przy silnym wietrze.
Bardzo wiele zależy od tego, jak będziemy pływać, zdarzało mi się, że zakładałem lekką kurtkę kajakową o słabej wodoodporności, a na nią kurtkę przeciwdeszczową o znikomej przepuszczalności pary. Przy rekreacyjnym lecz długim pływaniu dawałem radę, nie pociłem się, a wyemitowana w niewielkiej ilości wilgoć utknęła między kurtkami. Nie było to rozwiązanie dobre, ale musiałem improwizować z tego co miałem, bo słaba kurtka kajakowa nie zapewniała mi ochrony przed wodą i szybko miałem mokre łokcie i przedramiona. Teraz mam kurtkę kajakową 10 000/6 000 (woda/para), kaptur, ściągacz w pasie, rzepy w mankietach, bez neoprenu, bez lateksu - może uchodzić za zwykłą kurtkę. Przepuszczalność pary jest niewystarczająca przy szybkim pływaniu solo, szczególnie, gdy się za ciepło ubiorę. Ale gdy płynę wolniej lub w grupie jest ok. Wodoodporność jak dotąd wystarczyła. Maczanie łokci w wodzie, chlapanie czy ulewny deszcz - nie ma problemu. Przeżyłem dość intensywną ulewę w listopadzie, płynęło mi się bardzo komfortowo. Owszem pod koniec miałem wilgotne przedramiona, ale to skutek podciekania przez rękawy (wiosłując ręka idzie do góry). Gdybym miał rękawice zachodzące na rękaw pewnie nie byłoby problemu.
Warto zwrócić uwagę, że na koniec zakładamy kamizelkę asekuracyjną, która jest świetnym izolatorem termicznym - stąd trzeba uwzględnić ją jako element ubioru i dlatego warto darować sobie koszulki z krótkim rękawem czy bez. Korpus i tak będzie ogrzany, trzeba zatroszczyć się o ręce. Ilość odzieży też należy dobrać do tempa spływu - inaczej ubierzemy się na niedzielny spacer z dziećmi, a inaczej na szybki bieg po lesie.

3. Czapka - są neoprenowe, polarowe, termoaktywne... ja pływam w zwykłej wełnianej, rzadziej w polarowej. Może nie doceniam problemu, ale wg mnie to nie jest takie ważne.

4. Rękawice - rozwiązań jest wiele. Tych profesjonalnych i "dedykowanych" nie testowałem. W łapawicach zniechęca mnie brak możliwości złapania się na zwałce, o neoprenowych słyszałem, że ręce w nich marzną. Ja zakładam cienkie rękawice polarowe (5zł w sklepie "żelaznym") lub wełniane, a no to ochronne, gumowane (7zł). Wodoodporność gwarantowana, jednak po paru godzinach w środku robi się wilgotno - warto zabrać zmianę. Rękawice narciarskie raczej się nie sprawdzą, chyba, że ktoś ma jakieś super. Woda leje się po wiośle, kapie, czasami zamoczymy dłoń - odpada, ale w kanu może zdać egzamin.

O ubraniu chyba tyle. Radzę zabierać zmianę odzieży. I to nie jedną. Co będzie, gdy zaraz na samym początku przy wsiadaniu do kajaka zdarzy się wywrotka? Albo, gdy ktoś niechcący nas ochlapie wiosłem? Zwykle zabieram dwie zmiany, prócz tego co mam na sobie. Albo jedną zapasową + drugą do samochodu. Ubrania do worka szczelnego (ja jeszcze zawijam w worki na śmieci, bezpieczniej, a do tego łatwo wyciągnąć gotowy komplet), do beczki, ostatecznie podwójne worki foliowe. Zasadnym jest podrzucenie jednej zmiany ciuchów do innego kajaka - w przypadku wywrotki możemy stracić bagaże lub trochę potrwa zanim je do nas przyholują.

JEDZENIE:
Zabieram coś do picia w termosie, ostatnio wypróbowałem termos obiadowy. Ciepłe danie - dobra rzecz, np sława bigosu Ewy dotarła już w moje strony. Czasami warto przygotować coś na ognisko, zorganizowane na koniec lub umiarkowanie spontaniczne w połowie spływu. Czekolada też nie zawadzi. Alkohol - nie odkryję Ameryki, nie należy przeceniać jego rozgrzewających właściwości. W krótkiej perspektywie tak działa, ale na dłuższą metę ma działanie wychładzające. Nie mówiąc o innych, powszechnie znanych skutkach. Stąd można podać go komuś, kto po kabinie już nie wsiądzie do kajaka lub na zakończenie spływu.

Jest jeszcze milion rzeczy, które teoretycznie powinno się zabrać, jak gwizdek (najlepiej w kamizelce), czekan lub kolce do lodu, rzutka, młoteczek do obtłukiwania oblodzenia, ogrzewacz do dłoni itd...
przez Prus
10 grudnia 2013, o 17:14
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Sama

Poradziłem ile się dało, podeślij link do galerii to może jeszcze da się coś zrobić. Jakby co może być na PW.
przez ra_dek
23 lutego 2014, o 00:20
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Nie masz wystarczających uprawnień, aby przeglądać ten dział.
przez ManaT
1 kwietnia 2014, o 19:58
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Nie masz wystarczających uprawnień, aby przeglądać ten dział.
przez Sylwek
17 kwietnia 2014, o 11:07
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Wieprz nie taki zły - 26.04.14

To może ja coś napiszę, bo już skończyłam muł z siebie i ekwipunku zmywać...
Wyprawa dla mnie zaczęła się o 8.30, bo wtedy właśnie Czołg i Ted odebrali mnie spod domu w Lublinie. Potem, nie chcąc wyprowadzić nikogo w pole, odmówiłam jednak nawigowania i zdaliśmy się na automat, wybierając trasę "krótką". Po godzinie byliśmy w Jaszczowie :D
Na pomoście czekał już Amico, który był gotowy do drogi (trochę się jednak naczekał). Krzyś dołączył zaraz potem. Po nadmuchaniu i spakowaniu "pojazdów" rozpoczęliśmy nasz spływik.
DSCF6242mini.jpg
Wbrew temu, co było rano - czyli deszcz padający z mniejszym lub większym natężeniem - pogoda zaskoczyła nas pozytywnie. Początkowo. Płynęło się całkiem spokojnie i bez nerwów, Wieprz mocno kręci, więc i my się troszkę na boki pobujaliśmy. Miejscami trochę wirów, ale co to dla nas.
DSCF6248mini.jpg
DSCF6251mini.jpg
DSCF6253mini.jpg
DSCF6278mini.jpg
Ted chował się za zakrętami, mając nadzieję, że wpłyniemy mu w kadr równo i w szybkim tempie. Niestety... ja i mój pasażer Krzyś mieliśmy na te momenty pomysły podziwiania przyrody, którą zazwyczaj ma się za plecami. Po ok. 10 km zrobiliśmy sobie postój. Nie było łatwo wybrać miejsce, ze względu na wysokie albo mocno zamulone brzegi. Jednak w końcu Amico wskazał ciekawą wysepkę, na której i miejsce na ognisko się znalazło. Z upodobaniem zatem usmażyliśmy sobie kiełbaskę i wzmocniliśmy się herbatą.
DSCF6269mini.jpg
DSCF6270mini.jpg
Potem znów w drogę. I wkrótce potem pogoda przestała nam sprzyjać. Pojawiało się coraz więcej chmur i wiało trochę mocniej. I jakieś 4 kilometry przed końcem złapała nas solidna ulewa. Niestety był to tez moment przenoski. W miejscu, gdzie w tamtym roku dało się jeszcze przepłynąć, tym razem okazało się to niemożliwe. W strugach deszczu i w błocie po pachy (no dobra, po łydki) wciągnęliśmy się nawzajem na górę i przenieśliśmy kajaki za przeszkodę. Można było ruszać ponownie, choć wkładanie płaszczy przeciwdeszczowych w zasadzie nie miało już sensu... i tak byliśmy mokrzy. WKrótce czekała nas niespodzianka w postaci drugiej zwałki. Ted pokonał ją na wodzie, reszta znów brzegiem. Amico mówił coś o przygodach i że fajnie... Cóż, niektórzy mają specyficzne poczucie humoru. :lol: :mrgreen: W końcu udało się nam dopłynąć do końca, gdzie przyznaję się, byłam pod wrażeniem szybkości zbierania się chłopaków, ja potrzebuję trochę ćwiczeń w składaniu kajaka.
DSCF6286mini.jpg
A potem mąż mój zgodnie z zapowiedzią pomógł Czołgowi odzyskać auto, a potem już - do domu. Był to fajny dzień, świetnie było Was poznać, Czołgu i Tedzie. Mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy. Jak Wam się podobał Wieprz?
DSCF6262mini.jpg
przez Maga
26 kwietnia 2014, o 20:00
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Nie masz wystarczających uprawnień, aby przeglądać ten dział.
przez eltech
4 maja 2014, o 23:33
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Programy na telefon do rejestracji trasy

mefisto07 napisał(a):Ja używam tego pierwszego czyli endomondo. Na nokii.

Plusem jest też to co pisałem w innym temacie - korzysta z map google i satelity więc zawsze można sprawdzić w trybie rzeczywistym np co kryje się za wałem ;)

Jak? Proszę o instrukcję dla barana ;)
przez sęp
8 maja 2014, o 08:09
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Liwiec

jeszcze kilka fotek z ostatniej wyprawy

https://lh5.googleusercontent.com/-DAEj05YiI0I/U3SZY14QZWI/AAAAAAAAEro/77Q0AneD4ho/w1044-h474-no/Bez+nazwy.jpg

https://lh4.googleusercontent.com/-NSPGHJWYnp8/U3SZlKIvaPI/AAAAAAAAEsY/Ua63YkilsEA/w369-h553-no/_DSC0580.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-DAlZWV7afrk/U3SZj2h_MzI/AAAAAAAAEsQ/rpPYvokAI2o/w828-h553-no/_DSC0508.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-Uv2sQOinp8M/U3SZisCy8vI/AAAAAAAAEsI/tBkXYpiWyXc/w828-h553-no/_DSC0495.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/--V2oDvTrKdM/U3SZd1kupAI/AAAAAAAAEr8/CIQPPV-1Kng/w828-h553-no/_DSC0481.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-1sse4M9tJp8/U3SZcydTI9I/AAAAAAAAErw/0vzYTURsZlo/w369-h553-no/_DSC0474.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-C96viI2094o/U3SZeKjMfCI/AAAAAAAAEsA/4CdzCmCW3xU/w828-h553-no/_DSC0362.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-ETc54QVm-f4/U3SdsjamTlI/AAAAAAAAEs8/3lVFPrxNc-s/w1043-h475-no/11+%25282%2529.jpg
przez maciekt1000
15 maja 2014, o 12:43
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Radomka, czy warto ją odkryć?

No to, tak jak obiecałem - kilka fotek,Ro ze strategicznych miejsc Radomki na odcinku Jedlińsk - Goryń, spływ Goryń - Ryczywół sfilmowałem dosyć szczegółowo na zamieszczonym filmiku.

Rozkładanie sprzętu na moście i fragmencie starej trasy krajowej numer 7, która obecnie jest wyłączona z ruchu - spokojnie można tu zostawić auto.
Start na wodzie - pod estakadą nowej trasy szybkiego ruchu - oczywiście to wszystko w Jedlińsku.
pod wymienionymi wyżej budowlami należy uciekać od razu na lewą stronę, po prawej przeszkody w postaci kołków, i jakichś fragmentów ustrojstw pobudowlanych.

Pierwsze ok 300metrów bardzo niska woda - do pół łydki.
Na poniższym zdjęciu zresztą doskonale widać piasek i dno rzeki.
http://images62.fotosik.pl/965/807509fd86f19677med.jpg

Później jest ok - woda robi się głęboka i szeroka.
Dopływamy do miejscowości Piaseczno i pierwszej przenoski.
Tutaj dwa nurty Radomki się łączą na chwilę - by po chwili znowu się rozdzielić.
Mijamy na wprost pierwszy most ze śluzą - ta odnoga prowadzi do elektrowni wodnej w ww wiosce - później rzeka jest wąska i problematyczna do spłynięcia - dopływamy do leżącego 200 metrów po prawej stronie kolejnego mostu ze śluzą.
Kajak wyjmujemy po jego lewej stronie, w odległości ok 30 metrów.
Oto przeszkoda:
http://images64.fotosik.pl/965/3b2a98080f1db69dmed.jpg

Wodujemy się po lewej, bądź po prawej stronie rzeki na uregulowanym brzegu.
Płyniemy jakieś 200 metrów i kolejna przenoska.
Proponuję lewą stronę - ponieważ za przeszkodami - wygodniejsze wodowanie jest właśnie z tej strony.
Oto ta przeszkoda:
http://images61.fotosik.pl/963/3148d515925781b2med.jpg

Do momentu ponownego połączenia nurtów rzeki jest stosunkowo płytko - trzymamy się nurtu na meandrach.
Mija, coś ok 2km - i mamy z powrotem "dużą" Radomkę.
Później wpływa do niej rzeczka Mleczna i zaczyna się robić super fajnie.
Dosyć szybki nurt, dziko, sporo przeszkód w wodzie: drzewa, konary pochylone nad wodą.
http://images61.fotosik.pl/963/2918792036b836c7med.jpg

Dopływamy do mostu kolejowego - i pod nim znowu woda się dzieli na dwa nurty.
Na obydwóch - bystrza.
Prawa strona węższa, ale łagodniejsza.
Lewą, ze względu na swoje słabe doświadczenie kajakarskie i pneumatyka - odpuściłem.
Zaobserwowane po prawej stronie kołki.
http://images63.fotosik.pl/963/f6b7fa3d2ca83bafmed.jpg

http://images61.fotosik.pl/963/939d95c2d06a29aemed.jpg

Po jakimś czasie, dosyć dynamicznego pływania na szybkiej wodzie - kolejne bysterko z malutkim progiem, którego nie zdążyłem uwiecznić.
Z lewej i prawej strony kołki - po środku ok 2 metrowej szerokości przejście - kajak spokojnie przechodzi bez zawadzania dnem.

Później nurt zwalnia. Kilka kilometrów za mostem Jastrzębia - Bartodzieje robi się szerzej i wolniej. Głęboko na ok 2 metrów.
To rozlewisko na wysokości wsi Wola Goryńska stworzone przez spiętrzenie wody i elektrownię przed Goryniem.

Ktoś, kto kocha przyrodę - będzie zachwycony.
Przepiękna zadrzewiona wysepka:
http://images62.fotosik.pl/966/9e8041f7697d373cmed.jpg

http://images64.fotosik.pl/986/e962eb8b1ae78a4cmed.jpg

Dopływamy do elektrowni.
http://images64.fotosik.pl/965/5bf06b2cd3e946c6med.jpg

Kajaki wyjmujemy na przygotowanym dla kajakarzy pomościku po prawej stronie.
http://images65.fotosik.pl/965/0feb8f969e6d02fcmed.jpg

Wodujemy się z powrotem również po prawej stronie - tuż za ogrodzeniem jedynej działającej turbiny ślimakowej w Polsce.
http://images65.fotosik.pl/965/fc294cd244ca5aebmed.jpg

Płyniemy wzdłuż Gorynia.
Jest mazowiecko - pięknie!
http://images62.fotosik.pl/966/d10ef5184c9907a8med.jpg

Mijamy most Goryń - Mąkosy Stare i po 300 metrach trafiamy pierwszy z trzech tutejszych progów (dwa kolejne na filmiku).
Progi te spokojnie - wszystkie można pokonać dopływając do murka i przenosząc kajak na drugą stronę...
...taka operacja może być jednak uciążliwa przy niskim stanie wody.
Poniżej ja i opisana "katarakta":
http://images64.fotosik.pl/965/acb6cda66c6a5870med.jpg

Do kolejnego mamy wodą jakiś kilometr...podobnie jak do ostatniego.
Ostatnia przeszkoda do Ryczywołu to podwójny próg pod mostem w Brzózie - trzeba uważać, bo przy niskim stanie wody - jest on niespływalny - duże kamienie i wzdłuż całości powbijane kołki.

To chyba tyle...
...postaram się uzupełniać wątek z kolejnych fragmentów tej rzeki jak ją tylko zrobię.

Górę w sumie już trochę zrobiłem. Debiut mojego Seawava odbyłem na Zalewie Domaniowskim, który jest utworzony właśnie na rzece Radomce.
Zbiornik ten generalnie można podzielić na dwie części - komercyjną, tę od strony zapory i dziką z kilkoma wysepkami w miejscu gdzie zasila go bieżąca woda.

Tej pierwszej nie polecam - chyba, że ktoś chce zaliczyć, tę drugą - jak najbardziej - jest super.
http://images62.fotosik.pl/933/7c89205a1946f321med.jpg

http://images64.fotosik.pl/933/73f7bb33c5d39873med.jpg

Burza:
http://images65.fotosik.pl/934/080b89cfd73e3748med.jpg

Obsada naszego "Niszczyciela":
http://images62.fotosik.pl/933/c62c1f6d8fcef0fbmed.jpg

W razie jakichś pytań - piszcie :)
przez marboru
27 maja 2014, o 21:21
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Twój adres IP był blokowany? Zobacz tu.

Ze względów bezpieczeństwa i dla spokoju Moderatorów dresy IP były sprawdzane na DNS Blackhole List i w przypadku adresów przyznawanych rotacyjnie /np. wszelkie urządzenia mobilne, ale nie tylko/, czasami mogło dojść do sytuacji w której przyznano komuś adres po spamerze, z czym w związku był on blokowany. Powodowało to że niewinni byli blokowani.

Informuję że odłączyłem tą funkcję, nie powinno być już podobnych problemów.
Wszystkich którym zdarzyło się spotkać z blokiem IP przepraszam za utrudnienia :D
przez ra_dek
18 czerwca 2014, o 07:42
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Re: Relacja ze spływu Wisłą Max&Strzała

Radku jasne, że można przenieść posty.

Wracając do spływu i jego organizacji pominę etap napalenia się, zamawiania kajaka i kompletowania gratów. Jest czwartek, dwa dni przed rozpoczęciem spływu. Po pracy spotykamy się i pakujemy do kajaka zrobione wcześniej, ustalone ilościowo zakupy, ciuchy i wszystko co chce z nami pływać po Wiśle. Staramy zapamiętać miejsce gdzie co jest. Pojawiają się obawy już nie o pojemność a o zanurzenie kajaka, bo z masy netto 32kg zrobiło się chyba blisko 90-100kg brutto. Druga obawa to transport do Oświęcimia. Jest po drodze trochę dziur i nierówności, nie ma mowy o pakowaniu na rzece ( to nie kanu ), a bagażnik jest made in garaż. Już przy bliskich transportach mocowałem go na różne sposoby pasami, a i tak kołysał się do przodu i tyłu.

DZIEŃ 1. 0-85km (85km)

Sobota 5:30. Spotykamy się, załadunek i w drogę ze świtą towarzyszącą. Kajak ląduje na wodzie, upychamy płyny w bocznych szmacianych kieszonkach, a było tego ok. 23 litrów/kg. Szybkie pożegnanie i spadamy bo już 6:20. Po 3,5km śluza Dwory. Wyjście na prawo całkiem znośne. Rozładunek z wody i zewnętrznych bagaży. Szybkie rozeznanie trasy i ruszamy. Padamy po kilkunastych metrach i zaczynamy żałować, że wózek nie został opracowany :) Śluzę Smolice też mieliśmy zamiar przenosić ze względu na czas (bo nie koszty), trzymaniem się rzeki, a nie kanałów (to moja nadgorliwość). Dwory jednak mnie sprowadziły na ziemię, poszedłem do budynku śluzowego (telefonu akurat do tej śluzy nie miałem bo po co), przedstawiam przez domofon temat, odpowiedź – śluzowanie za 20min. Czekamy sobie w kajaczku i nagle czujemy jak stojąca przed śluzą woda staje nagle całkiem rwącą rzeczką, a wędkarze na prawym brzegu z cichych i spokojnych coraz bardziej wyrażają swoje niezadowolenie z faktu że zanęta i ryby już są w komorze śluzy. Wpływamy, podniecenie jest bo to pierwszy raz :P. Za śluzą wędkarze są już mocno wkurzeni, coś tak przeklinają pod naszym adresem, bo który z nich spodziewał się sobotniego śluzowania (pewnie w tygodniu to rzadkość). Już w tym miejscu podsumuję temat wędkarzy. Cholernie mnie wkurzali. Dosłownie wszędzie, pochowani w krzakach, żyłek nie widać, zero prywatności bo Ci rzeczni podglądacze są na każdym odcinku i do tego stopnia bezczelni, że potrafią mieć zarzuconą wędkę na druga stronę rzeki (przy ok. 100m szerokości) Wędka im w ty... Płyniemy na przenoskę Łączany, lądujemy po prawej na pomoście „zakładu”. Robię rozpoznanie i w drodze powrotnej dostaję ochrzan, że znaki wodne (zakazu wpływu w tą odnogę), policja, mamy się wycofać itd. Rozważamy trzy opcje: szybkie wyjście na drogę i olanie go, przenoska drugim brzegiem i dyplomacja. Pomogło to ostatnie. Przenoska to potworna męka. Kręgosłup dawał się we znaki. Targamy jednak do przodu bo nocleg albo za śluzą Kościuszko, a przed Krakowem, albo już za Krakowem. Kościuszko mija dość sprawnie. Rejonowe kajaczki z którymi się śluzowaliśmy zostają szybko w tyle. Na pierwszy dzień mieliśmy domowe kanapki, ale pod Wawelem Strzała skoczył po jakąś ciepłą bułę. Wzbudzamy ogólne zainteresowanie, skąd, dokąd (a nie ma się czym chwalić bo to pierwszy dzień), nawet napis MS-31 potraktowany został jak rejestracja kajaka. Zaczepiły nas tam dwie dziewczyny i jedna z nich zaoferowała nocleg jak dopłyniemy do Warszawy. Dziwne to dla mnie było wtedy, ale o szczegółach opowiem później. G:20:30 dzwonię na śluzę Dąbie czy jeszcze nas łaskawy Pan prześluzuje. Powiedział, że specjalnie na nas poczeka :) Włączamy najwyższy bieg i robiąc jedynie przerwy na odmachiwanie ludziom na nabrzeżu dopływamy po chyba 40 minutach. Wrota zamknięta, świeci się czerwone światło i nagle jak na sygnał pilota otwierają się drzwi do naszego garażu, zielone światełko i jeszcze drabinki nie złapaliśmy, a już wrota się zamykały. To było ekspresowe śluzowanie. Słońce dawno już zaszło, robi się coraz ciemniej, szukamy bazy, ale brzeg jest beznadziejnie niedostępny. W końcu coś znajdujemy i bez używania czołówek (niedaleko była jakaś ogniskowa impreza) rozbijamy biwak. Pierwszy kontakt z małymi wampirami ledwo przeżywam, ale jestem tak słony, że i tak idę w całkowitych ciemnościach do wody i robię szybkie mycie stojąc po kostki w mule. Pierwsza noc niespokojna ale przespana.

DZIEŃ 2. 85-170km (85km)

Kajak nie odpłynął, nikt go nie ukradł. Wstajemy, odpalam butlę, ale woda nie osiąga nawet 50 stopni, wylewam ją i spierdzielamy, bo komary nie dają nam żyć. Po niedługim czasie dopływamy na śluzę Przewóz. Poziom wody idealny na śluzowanie co najwyżej kostki styropianu. Robię obchód i okazuje się, że otwarcie bramki na terenie śluzy załatwiło już dwóch amerykanów z Oklahomy. Witamy się, pozdrawiamy i liczymy na szybkie ich przez nas dogonienie. Tego dnia to się jednak nie dzieje. Szybcy są, cały czas godzinę przed nami, przynajmniej tak twierdzą mijani wędkarze. Na terenie śluzy jest ważny cel strategiczny – stary, działający wychodek. Zapewne kilka osób mnie skrytykuje, ale w ciągu dnia robiliśmy dłuższą przerwę na piwo. Odkładaliśmy wtedy wiosła i raczyliśmy się jedną puszeczką. Nie robi ona krzywdy, a jest miłym przerywnikiem i pośrednim celem dnia. Nie mieliśmy jednak ani jednej więc zaliczamy zakupy w Opatowcu. Lądujemy na nieużywanym promie i z niego skok na brzeg. Sklep w ok. Nowego Brzeska to porażka, szybki nurt, zarośnięte i strome brzegi, a także 300m pokrzyw i innych chaszczy. Nurcik przed tą miejscowością jest naprawdę fajnym doznaniem. Gdyby cała Wisła tak wyglądała... Tym razem nocleg przy brzegu na dużej kupie piachu. Ognisko, chińszczyzna, kąpiel w rzece. Spanie pierwsza klasa.

DZIEŃ 3. 170-258km (88km)

Ustaloną mamy zawsze pobudkę na 5, wypłynięcie o 6. W pierwszych dniach pobudki wychodziły rewelacyjnie, ale wypłynięcia nawet o 7. W kolejnych dniach potrzebowałem już przeciągania wstawania i drzemek, ale obóz szybko zwijaliśmy i o 6 już machaliśmy wiosłami. Przez te cholerne komary śniadania jedliśmy w godzinach 8-9. Na zapych żołądka o 6 była czekolada. Ok. 7 wyłania się kanu ze wczorajszymi uciekinierami. Łączymy na pół godziny nasze łajby. To Jack i Zack, przylecieli ze stanów głównie dla Wisły, ale później chcieli lecieć na kajaki chyba do Szwecji. Bardzo mili i sympatyczni. Pstrykamy trochę zdjęć i każdy rusza swoim tempem. W ciągu dnia kilkukrotnie wyprzedzaliśmy się, ale w finale zostali w tyle. Wymieniliśmy się kontaktem, może dowiemy się za jakiś czas jak im poszło. Tego dnia mijamy elektrownię Połaniec. Ostrożnie, ale bez problemów i przenoszenia. Przed Sandomierzem mamy pierwszy kontakt ze sporymi falami, dajemy radę – w końcu urozmaicenie.

DZIEŃ 4. 258-359km (101km)

Uzupełniamy drobne zakupy w Sandomierzu. Piękne miasto, polecam na zwiedzanie lub spacer.
Chyba wyrabia nam się kondycja. O ile na jeziorze Żywieckim gdzie zapoznawałem się z kajakiem, 4-5 minut wiosłowania bez przerwy to był sukces, o tyle tego dnia trafiały nam się już 60 minutowe ciągi. Spotykamy dwóch starszych panów na pontoniku. Liczyli na energię z paneli słonecznych i „elektrowni wiatrowej” która miała ładować akumulator, a on zasilać silniczek zaburtowy. Z powodu awarii akumulatora zmuszeni są oni do dryfowania i korekcji wiosłowaniem. Pod koniec dnia i u nas pojawia się mała awaria. 2z3 blachowkrętów mocujących prawy pedał wyrywa się z materiału i z ledwością da się skręcać. Do Kazimierza dopływamy po zmroku wpadając na mieliznę jakieś 300m przed miastem. Przez rojem wygłodniałych komarów ratuje nas bosman. Rozbijamy się na polu namiotowym. Prysznic, golenie i ruszamy na rynek dooglądać mecz Brazylii i Niemiec.

DZIEŃ 5. 359-430km (71km)

Bosman zaopatruje nas we wkrętarkę, wiertła, śrubki itd. Naprawa przebiega pomyślnie. W tym czasie Strzała zwija obóz, robi chińszczyznę i w końcu kawę. Na brzegu widać zamieszanie. Barka którą mijaliśmy wczoraj wpada na ponton starszych Panów i przygniata go do brzegu. Na szczęście nikomu i niczemu nic się nie staje. Okazuje się, że podczepili się oni na hol, a barka prawdopodobnie unikając mielizn dała się wyprzedzić pontonowi. Po wyrwaniu barki 1650 konnym kutrem, dziadki wiosłują co sił żeby znowu się podczepić, mają tylko jeden rzut linki. Niestety linka ledwo wypada poza ponton. Na ratunek przybywa im syn bosmana, bierze ich na hol, do swojej zasilnikowanej pychówki i dociąga do barki. Sam już nie wraca do przystani bo kończy mu się paliwo, łamią wiosła i telefonu brak. Będąc blisko Puław dostrzegamy go na brzegu jak macha oczekując pomocy. Dopływamy do niego, użyczamy telefonu i ściąga go motorówka WOPR'u czego już nie doczekujemy. Biedronka w Puławach to zbawienie. W końcu inne smaki niż konserwy, paprykarze, mielonki i inne wynalazki ze świni. Po raz pierwszy przydają się fartuchy i kurtki kajakowe. Nagłe oberwanie chmury okazało się być ochłodzeniem po wcześniejszych upalnych dniach. Mijamy elektrownię Kozienice. Płynąc z nurtem mamy czas na podziwianie obrzydliwego kolosa. Kilka dni później dochodzi tu do wycieku mazutu. Nie chcę nawet myśleć co to by była za przenoska. Biwak robimy na ogromnej wyspie, 3km za elektrownią.

DZIEŃ 6. 430-511km (81km)

Wyjątkowo wstajemy o 3:30 i ruszamy o 4:30. Wita nas wschód słońca na Wiśle. Chcemy dopłynąć tego dnia do Warszawy o wczesnej porze, spotkać się z Eltechami i skorzystać z zaoferowanego pierwszego dnia noclegu. W nocy i nad ranem komary, w ciągu dnia meszki i ślepce. One chyba też są pod ochroną w tych rezerwatach przyrody które mijamy. Odwiedzamy na brzegu ekipę dwóch kajaków i kanu. Wisła na tym odcinku jest niebywale rozlazła. Patrząc na mapę googla wydaje się. że znalezienie głównego nurtu jest proste, jednak z punktu widzenia może 70cm nad wodą, wyspa nie wygląda jak wyspa. Traci się rozeznanie czy jest się między brzegami, brzegiem a wyspą, albo pomiędzy wyspami. Bez doświadczenia szybko można zawiesić się na piachu, a stąpanie po nim jest uciążliwe. Wpływamy do Warszawy. Mijamy jakieś Benki, Berty i Kaśki – pompy wody dla miasta. Pod mostem łazienkowskim spotykamy Eltechów. Wymieniamy życzliwości i wiadomości nt spływu. Dzięki nim szybko i bez trudu udaje się załatwić przenocowanie kajaka w porcie Czerniakowskim. Po niedługim czasie przyjeżdża Kasia (poznana w Krakowie) i jej chłopak Kamil. Zabierają nas do podwarszawskiej miejscowości. Dostajemy do dyspozycji pokój, korzystamy z łazienki. Poczułem, że narodziłem się na nowo. Raczymy się pyszną kolacją z grilla, sałatkami i drineczkami. Zdajemy relację z każdego dnia. Rano jajeczniczka i kawka. Z pełnymi brzuszkami ruszamy w małe tournée po Warszawie. W porcie pakujemy graty do kajaka, żegnamy się i zaczynamy odliczać kilometry w dół. Wydawałoby się, że przez Warszawę straciliśmy 3,5h (dopłynięcie już o 16:30) i 5,5h (wypłynięcie o 11:30), ale zgodnie stwierdziliśmy, że nie zamienilibyśmy tego czasu na żadne kilometry. To był bardzo miły przerywnik przy połowie trasy. Podziękowania dla Eltechów, Kasi i Kamila.

Reszta relacji w najbliższym czasie.
przez max
20 lipca 2014, o 01:27
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Czołg - Sandomierz - Warszawa - Wisłą z ElTechami

Dołączenie do spływających Wisłą ElTechów było planowane od dłuższego czasu, ale nie w takim wymiarze. Na początku miałem ich odwiedzić na ujściu Pilicy i tyle, później miałem spłynąć od ujścia do G. Kalwarii. Później zmieniało się tylko miejsce rozpoczęcia....z Latkowa, z Dęblina, z Puław, wreszcie stanęło na Sandomierzu.

1 dzień spływu.
Wszystko przygotowane i czekam tylko na telefon od chłopaków kiedy mam się stawić w Sandomierzu. Padło na 26lipca i umówiliśmy się na godz. 12:00 na przystani. Ja stawiłem się punktualnie, ale jakież to oczy zrobiłem kiedy zamykając samochód na parkingu zerknąłem na wodę i widzę znajomą, zieloną kanadyjkę. Chłopcy wyliczyli czas pierwszorzędnie. Załoga kanady ruszyła w miasto na zwiedzanie oraz uzupełnienie zapasów, a ja miałem czas, aby zapełnić Carolinę bagażem. Czekając na chłopaków zerkałem sobie na Wisełkę i pojawiające się fale które były wytwarzane przez statki wycieczkowe. No ładnie,..... byle by się wstrzelić w start kiedy te cholery sobie w diabła popłyną. Tak też się udało zrobić i start był spokojny. Ustaliliśmy że płyniemy ile się da, ale tak by udało się posiedzieć jeszcze przy ognisku. Spokojnie uciekały nam kilometry przy tak pięknej pogodzie. Trzymałem się dość blisko kanady ze względu na dość sporą nieufność do Wisły. Minęliśmy Zawichost, most w Annopolu i odwracamy się za siebie a goniąca nas chmura nie wróży nic innego jak niezły opad deszczu.... . Kierujemy się na dość dużą wyspę i ustalamy że jeśli będzie w porządku to na niej rozbijamy obóz. Okazała się fantastycznym miejscem. Dużo opału i miejsce na namioty. Kiedy dopływamy już zaczyna kropić, więc cumujemy i chowamy się pod plandeką. Burza poszła bokiem, więc tylko delikatnie nas pomoczyło. Zanim rozbiliśmy namioty podłoże było już suche. Na kolację klucha gotowana w kociołku i gulasz. Ognisko i nocne Polaków rozmowy.
DSC01793 (Kopiowanie).JPG
2 dzień spływu
Na śniadanko jaja na twardo i pieczone kiełbaski. Dzień zapowiada się piękny. Dziś mamy w założeniu dopłynąć do Kazimierza Dolnego, do porciku. Chłopcy chcą zrobić pranie, ładowanie sprzętu elektronicznego i skorzystać z dóbr cywilizacji. Płynęło się bardzo dobrze. Wisła była spokojna i pozwalała mi na relaks. Postanawiamy zatrzymać się na wyspie przed Janowcem przy kajakarzach z którymi Leszek zamienia kilka słów. Piciu, siusiu i ruszamy dalej. Za wyspą dostajemy w mordę wind i już do samego Kazimierza nici z mojego lajtowego płynięcia. Wisła faluje, ale to jeszcze nic. Czuję się w kajaku pewnie więc nie jest źle. Przed samym Kazimierzem dochodzą jeszcze fale wywołane przez statki turystyczne, motorówki i skutery. Jest niedziela więc kupa tego sprzętu na wodzie. Ze sto metrów przed wejściem do portu zrobił się taki pierdzielnik z falami że nie było wiadomo jak się do nich ustawić. Jedne napływały od statków, drugie odbijały się od brzegu.......a kamizeleczka sobie leży pod sznurkami na kokpicie......Ja durny....Gorąco było? To teraz będzie mokro na siedzeniu bo nie jest pewne czy się nie zleję. Zerkam na kanadę, a jej dziób cały wychodzi na powierzchnię. No to chłopaków też nieźle buja! Wreszcie udaje się wejść w kanał portowy. Błoga, płaska tafla wody. Załatwiamy formalności, rozbijamy obóz i wyruszamy na miasto. Krótki spacer i przygotowanie ogniska. Na kolację fryty z kociołka i pieczona kiełbaska. Z opałem było krucho, ale udało się zjeść jak należy. Nocne Polaków rozmowy.
DSC01825 (Kopiowanie).JPG
3 dzień spływu
Budzi mnie okropne skrzeczenie ptaszorów. Okropne! Już miałem wyjść z namiotu, ale jakoś przetrzymałem i się uciszyło. Przysnąłem. Budzi mnie dźwięk jakiegoś długiego, przeraźliwego dzwonka. Przysnąłem. Budzi mnie przepędzanie przez Bosmana wędkarza, który się uparł łowić z pomostu. Pierdzielę - wstaję bo tu spać się nie da! Zatęskniłem za wczorajszą wysepką.
Taka sytuacja, że znikła kiełbasa którą zostawiliśmy na stole w opakowaniu firmowym pod przykryciem czymś cięższym. Debatujemy nad tym z Leszkiem. Wstaje Wojtek i mówi że łaził o 3-ciej w nocy. Jest więc podejrzanym kiełbaso-skrytożercą! Dziś śniadanie na kanapeczkach. Wojtuś stwierdza że nie jest głodny.Co jest? Wojtek nie jest głodny? Utwierdził nas w przekonaniu że najadł się kiełbasy po nocy i tak oto co jakiś czas nazywaliśmy go kiełbasianym skrytożercą.
Wypłynęliśmy dość późno bo około 12-tej i spokojnie minęliśmy Puławy. W Dęblinie przy pomoście Ochotniczego WOPR-U zatrzymujemy się na uzupełnienie zapasów i miłą pogawędkę z gospodarzem. Pogodę mamy super więc mimo późnego startu możemy sobie spływać do późniejszej godziny. Zatrzymujemy się na pięknej wyspie. Piasek, dużo opału, no cudo! Rozbijamy obóz i zasiadamy do przyrządzenia kolacji. Dziś słynna Techowa zupa cebulowa. Jesteśmy w miejscu z którego dość dobrze widać kominy elektrowni Kozienice. Fajnie wyglądają nocą mrugając do nas oświetleniem ostrzegawczym. Ustalamy wczesną pobudkę. O ile pamiętam na godz. 7-mą. Nocne Polaków rozmowy.
DSC01844 (Kopiowanie).JPG
4 dzień spływu.
Pierwszy wstaje Leszek, później ja, a Wojtek wstać nie chce. Znów łaził po nocy. Stwierdzamy że szukał kociołka z cebulową, ale ElTech tak go zabezpieczył, że nie zdołał pokonać zabezpieczeń. Wstrząs kopułą namiotu przynosi efekt i w komplecie jesteśmy na nogach. Śniadanie - wczorajsza zupa cebulowa która jest jeszcze lepsza. I w drogę. Mieliśmy nocować na wysokości Mniszewa, żebym mógł przepłynąć do G. Kalwarii z chłopakami jeszcze jeden dzień, ale z racji młodej godziny płyniemy dalej i mamy się spotkać z Wanienkami na wysokości Czerska. W Mniszewie robimy przerwę na papu i krótką kąpiel. Po dopłynięciu do Czerska okazuje się że warunki noclegowe są paskudne. Właściwie ich nie ma. Ustalamy że popłynę kawałek pod prąd za główkę i zobaczę czy tam się da przenocować, a chłopaki później przeprowadzą na lince kanadę przez główkę na linie. Co dostałem po d.... pstrągując to moje.....W każdym razie udało się. Niestety Lechu stwierdza to co wyżej o warunkach do spania i postanawiamy płynąć do G. Kalwarii. Posmutniałem bo przecież wylatuje mi dzień pływania. Rozważam kolację z chłopakami i powrót do domu. Jednak do G. Kalwarii mamy jakieś 13 km. więc jest jeszcze czas na przemyślenia. Wpadam na szatański pomysł dopłynięcia do Warszawy. Telefonicznie załatwiam kwestię logistyki i ....płynę do Wawki. Zatrzymujemy się przy główce w Górze, ale i tam ludzi full, plaża mała, więc mówię do Lecha czy nie pogadać z Wanienką i nie przenocować w Porcie w którym biesiadowaliśmy po naszej wiślanej kabince. Będzie przynajmniej bezpiecznie. Wszystko udało się zorganizować i przepłynęliśmy jeszcze kawałek do portu. Tu mamy prąd i wodę. Rozkładamy namioty bo się ściemnia, a na kolację mamy piersi kurczaka zawinięte w boczku smażone oczywiście w kociołku. Odwiedziły nas Wanienki więc nocne Polaków rozmowy przeciągnęły się do późnej niż zwykle pory.
DSC01854 (Kopiowanie).JPG
5 dzień spływu
Na śniadanko dżemik i paszteciki. Ogarniamy miejscówkę i na wodę. Płyniemy na podbój Warszawy. Pogoda piękna. Nie spieszymy się, bo chłopaki i tak nocują w Wawce. Mijamy Gassy w których odbywał się Flis Festiwal, dostajemy pokaz akrobacji od lotnika w małym samolocie, który pozdrawia nas zapalając i gasząc światła. Przed Warszawą miejscami rzeka jest niespokojna, ale radzę sobie z tymi trudnościami. Techy zostały z tyłu ponieważ przystanęli na jednej z wysp robiąc sobie zdjęcia. Ociągam się czekając na nich i dopływamy do Miedzeszyna. Widok na prawym brzegu mnie powala, zniesmacza i wykorzystujemy go z Leszkiem na straszenie Wojtka (oczywiście żartem), aby słuchał ojca i wiosłował bo zostawimy go na tej plaży przywiązanego do drzewa. Widok dwóch Panów uprawiających sex na samym brzegu rzeki, gdzie pływają rodziny z małymi dziećmi jest po prostu nie na miejscu.
Spokojnie dopływamy do WKW gdzie rozpakowuję kajak i za chwilę mam transport do domu. Kiedy pakuję kajak na dach zaczyna padać. Niebo płacze że mój spływ się skończył.........Pamiątkowa fotka .....
koniec.jpg
Więcej zdjęć tu:

https://plus.google.com/u/0/photos/102060327148015288306/albums/6042136074131656065
przez Czołg
7 sierpnia 2014, o 07:14
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Nie masz wystarczających uprawnień, aby przeglądać ten dział.
przez Sylwek
10 sierpnia 2014, o 10:30
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

"Zobacz. Przeżyj" Film na czasie, daje do myślenia.



:||: dla pomysłodawców i realizatorów - dobra robota 8-)
przez ra_dek
13 sierpnia 2014, o 10:33
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Kajak z III Rzeszą w tle

Po powrocie z Grecji: http://forumwodne.pl/viewtopic.php?f=166&t=5340&view=unread#unread

Został nam jeszcze tydzień urlopu.
Wstępnie na początku wakacji marzyły się nam Mazury, piękna pogoda, kajaczek, wędeczka i pełen relaks.
I co?
Udało się.
Szybkie dwa telefony do przyjaciół w Kietlicach i mamy rezerwację na fajną kwaterkę w tamtejszym porcie.Usytuowany jest on jeziorze Mamry.
Ponieważ miał być to wypad czysto relaksacyjny, to plan każdego dnia składał się z krótkich wypadów kajakowych a potem sjest z dobrą książką, obiadokolacji z rybką w którymś z tamtejszych kurortów (udało się odwiedzić: Giżycko, Węgorzewo, Sztynort, Ryn i Mikołajki).
Wodowanie sprzętu nastąpiło na drugi dzień po przyjeździe. Kajaczek nocował w zamykanej stodole.
http://images66.fotosik.pl/82/c0ce8c9d5de9f3e6med.jpg

Pogoda fantastyczna a w planach – „na wiośle” przez Mamerki, jezioro Przystań na Kanał Mazurski.
Nasz porcik widziany z wody:
http://images70.fotosik.pl/82/49313d93fc4cf025med.jpg

Cudownie czysta woda, pod kajakiem głębokość 47m, piękna, upalna pogoda a człowiek na wodzie – czego chcieć więcej?

Kiedyś, kiedyś dawno znajdująca się na środku Mamr wyspa Upałty była połączona z lądem wąskim przesmykiem. Ówcześni, niemieccy właściciele mieli na niej letnią rezydencję – w chwili obecnej jest zakaz wchodzenia na ten teren (rezerwat). Szkoda, bo było by, co oglądać – ruiny posiadłości i stary rodowy cmentarz rodziny Lehndorffów.
Dzisiaj Mamerki są połączone z jeziorem Przystań wąskim przesmykiem.
http://images67.fotosik.pl/83/d5c7324adc9e0ec0med.jpg

Po minięciu malutkiej wyspy Sosnówki (od brzegu, za trzcinami doskonała woda do kąpieli – łagodny spadek i żółciutki piasek), po chwili jesteśmy już przy wejściu do nieukończonego Kanału Mazurskiego.
http://images69.fotosik.pl/82/a66ab276ab9a4ba0med.jpg

Kanał Mazurski– nieukończona droga wodna łącząca Wielkie Jeziora Mazurskie z Bałtykiem poprzez rzeki Łynę i Pregołę. Obecnie Kanał Mazurski przebiega przez terytorium dwóch państw: Polski i Federacji Rosyjskiej. Nie jest on udostępniony dla żeglugi.
Długość kanału (od jez. Mamry do rzeki Łyny) wynosi 50,4 km (w tym 20,5 km przypada na teren Polski[2], a 29,9 km na teren Federacji Rosyjskiej). Po wliczeniu w jego trasę rzek Łyny (22 km) i Pregoły (65 km) oraz Zalewu Wiślanego (33 km), sumaryczna długość drogi wodnej wyniesie ponad 170 km.
Maksymalna głębokość kanału w jego osi wynosi 2 m w wykopie i 3 m na odcinkach prowadzonych w nasypie. Dno i skarpa kanału zostały zabezpieczone kilkucentymetrową warstwą tłucznia. Głębokość przy przejściu z dna w skarpę zawiera się w przedziale od 1,5 do 2,5 m. Szerokość kanału na poziomie wody średniej sięga 25 m, maksymalna szerokość dna wynosi 13 m. Najmniejszy dopuszczalny promień łuku na jego trasie to 400 m. Projekt Kanału Mazurskiego przewidywał przepływ statków o wyporności do 250 ton i zanurzeniu nie większym niż 1,5 m.
W celu zminimalizowania ryzyka powodziowego, na trasie Kanału Mazurskiego zaprojektowano trzy bramy bezpieczeństwa w postaci jazów walcowo-ruchowych: w rejonie śluz Leśniewo Górne, Piaski i Ozierki (dwa jazy zlokalizowane są na terenie Polski, pozostałości trzeciego obiektu tego typu znajdują się na terytorium Rosji, w okolicach nieistniejącej dziś miejscowości Wickerau). Ponadto przy ujściu kanału z jez. Mamry dodano dodatkową bramę o szer. 8 metrów, której zadaniem jest bezpośrednia ochrona zasobów jeziora.
Kanał Mazurski na niektórych odcinkach – zamiast w typowym wykopie – poprowadzony został w kilkumetrowej wysokości nasypach. Umożliwiło to zmniejszenie różnicy poziomów pomiędzy poszczególnymi stopniami wodnymi i tym samym redukcję ich liczby do niezbędnego minimum. Po obu stronach kanału zaprojektowano też ścieżki holownicze o szerokości 3 m, a także miejsca mijania dla jednostek pływających i porty zimowe.
Źródło: Wikipedia.pl

Po minięciu mostu drogowego i zaraz mostu kolejowego ruiny starej przeprawy przez kanał.
http://images68.fotosik.pl/83/cb4489a79c04295cmed.jpg

Mimo bardzo słonecznej pogody płynąc nie odczuwamy skwaru.
Drzewa zarówno z lewej jak i prawej strony robią kojący cień.
Brzegi są dzikie, nie spotykamy po drodze żywego ducha. Rybki biorą piękne: leszcze, płocie, krąpie.
http://images70.fotosik.pl/82/eb49570e50903e2fmed.jpg

Po przepłynięciu jakichś 4km niestety kończy się droga wodna – dwie groble i odcinek ponad 2 kilometrów przenoski – to nie dla nas i nie w wakacje.
http://images69.fotosik.pl/82/69b5ec27f3ccd0c9med.jpg

Do Śluzy Leśniewo Górne docieramy samochodem.
Budowla jest imponująca!
W chwili obecnej znajduje się tutaj park linowy, a zwieńczeniem jest widoczny symbol III Rzeszy.
http://images70.fotosik.pl/82/2d2e435fec942c68med.jpg

Przy zabudowaniach widzimy ogłoszenia o organizacji spływów kajakowych po Kanale.
Z informacji uzyskanych ustnie dowiadujemy się, że taki spływ można zorganizować od jeziora Rydzówka do samej granicy z Rosją – ciekawa impreza zważywszy na ilość śluz i zabudowań hydrologicznych po drodze.

Pływając w kolejnych dniach uprawiamy z moją Drugą Połową typowy wypoczyn…bez spinki, bez przemęczania się.

Odnajdujemy zarośnięty kanalik i wpływamy z Mamerek na jezioro Pniewskie gdzie odkrywamy świetny pomościk, z którego łowię małe rybki.
http://images69.fotosik.pl/82/36a081f698e58ce1med.jpg

Kolejny dzień to rajd między tutejszymi wyspami Upałty, Gniłe, Sosnówka.
Tego dnia wiatr i fala powodują, że czujemy się niczym na Morzu.
http://images68.fotosik.pl/83/79dd3aba5a9416f6med.jpg

W ostatnie kajakowanie jest flauta - wyprawiamy się poprzez jezioro Kirsajty na Dargin.
http://images69.fotosik.pl/82/8281550f9e2bb856med.jpg

W drodze powrotnej spinningowanie z brzegu i zabawa z niewielkimi okoniami.
http://images69.fotosik.pl/82/aede4625d9aea407med.jpg

Czas szybko mija.
O zaletach posiadania własnego sprzętu pływającego na Mazurach nie będę nikogo przekonywał – bo to rzecz oczywista.
Piękny czas kajakowy we dwoje się kończy – zbliża się weekend – przyjeżdżają przyjaciele i rozpoczynamy żeglarską odsłonę pobytu na Mazurach.
Znajdziecie ją tu: http://forumwodne.pl/w-objeciach-syren-t5342.html

pozdrawiam
marboru
przez marboru
14 sierpnia 2014, o 19:41
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

Warta - grzechu warta. od Lisowic do Krzeczowa.

Przedstawiam kolejne wspomnienie z lipcowej eskapady do chyba najpiękniejszego odcinka Warty tzn Łuku Załęczańskiego..Pogoda za oknem robi się jesienna. Tym bardziej zachęcam do pooglądania zdjęć z gorącego lipca.
przez peterka
19 sierpnia 2014, o 14:18
 
Skocz do działu
Skocz do tematu

cron