| Biuro Turystyki Kajakowej AS-TOURS | PROZONE - wypożyczalnia kamer GoPro! | KONKURS RELACJA MIESIĄCA |

2018.05.12-13. Proszowice - Sokołowice (Szreniawa)

Nasze i nie tylko relacje z wody, ze spływów i wypraw.
Regulamin działu
WAŻNE: Bardzo proszę o dodawanie do tytułu relacji daty rozpoczęcia wyprawy w formacie DD.MM.RRRR.

2018.05.12-13. Proszowice - Sokołowice (Szreniawa)

Postprzez Pointer » 13 maja 2018, o 19:52

Szreniawa. Zauważyłem ją jadąc na Dunajec. Cały tydzień wertowałem internet, śledziłem mapy, szukałem chętnych, by mój kajak niczym Walkiria, mógł ponieść mnie do tej Walhalli. Zerowe niemal informacje, zero chętnych. Zew przygody i tak zwyciężył. Jadę sam. Zrzucam kajak i szpej pod mostem w Proszowicach, sam zaś pędzę do Koszyc.

Obrazek

Zostawiam mój rydwan i przekonuję się ile wart ten cały internet. Miał być bus. Jak miał, to i będzie. Lecz dwie godziny później. Dwie godziny w maleńkich Koszycach, to jak wieczność. Zwłaszcza, że mój ukochany kajak został 30 kilometrów wcześniej. Cóż, przynajmniej mam czas na śniadanie.

Obrazek

Punktualnie o 9:20 zjawia się piękny, żółty pojazd. Jego kierowca - istny diabeł. Nie wiedziałem, że da się rozmawiać przez komórkę jednocześnie drukując bilet, wydając resztę i wyprzedzając inne pojazdy? Ano da się. Wysiadam na pierwszym przystanku w Proszowicach. Wolę całe miasto przejść na piechotę. I idę w tym żarze jakie funduje słońce. Katana, czy raczej wspomniana Walkiria, czekała cały czas.

Obrazek

Wskakuję więc do niej i ruszam. Kolor wody jakby Szreniawa wypływała z samego piekła. Żadnych brzydkich zapachów czy stworzeń płynących do góry brzuchami nie odnotowuję.

Obrazek

Lecz śmiertelnicy postarali się, by delikatnie to ujmując, za czysto na rzece nie było.

Obrazek

Przepływam przez Proszowicki park. Tak przynajmniej wskazywały mapy, gdyż brzegi są zbyt wysokie, bym mógł cokolwiek dojrzeć.

Obrazek

Pierwsze powalone drzewa, mnóstwo zieleni i pajęczaków.

Obrazek

Paskudny brązowy kolor wody stanowi o mulistym dnie. Właściwie muł jest wszędzie. Niezbadanie głęboki. Wyciągnięcie wbitego w dno wiosła stanowi nie lada wyzwanie.

Obrazek

Zresztą jaki kolor ma mieć rzeka, do której uchodzi coś o nazwie Ścieklec?

Obrazek

Gdy zwałki coraz częściej blokują koryto, przypomina mi to inną małą rzeczkę na literę "S" - Sannę. Czy to już reguła?

Obrazek

Tam po pierwszym dniu poległem. Tu na takie rzeczy pozwolić sobie nie mogę. Nikt po mnie tu nie przyjedzie.

Obrazek

Długo się nie szarpałem z gałęziami i już pierwsza wysiadka. No powiedzmy, że wysiadka. Młyn, zamknięta rzeka.... Jak wysiada się i wyciąga z wody kajak na pionową, obrośniętą pokrzywami, dwu metrową skarpę, zapamiętam do końca życia.

Obrazek

"Obwąchuję" teren. No ni jak do wody nie zejdę. Walę więc mostkiem do pogrodzonego zasiekami na drugim brzegu owego młyna. Byłem pewien porządnej awantury. Jak to można się oszukać. Młynarz i pani młynarzowa - starsze małżeństwo, witają mnie ze zdziwieniem i otwartymi ramionami. Młyn działa do dzisiaj. Istne cudo. Przebiega tu szlak rowerowy o nazwie "Młyny Doliny Szreniawy".

Obrazek

W ogóle miejsce magiczne. Chwilę tam zabawiłem. Za posiłek pięknie podziękowałem, lecz skosztowałem kawy parzonej na kuchni kaflowej.

Obrazek

Czas w drogę. Żegnam uroczych ludzi i magiczne miejsce, które moją Walhallą się nie okazało.

Obrazek

A więc znów oddaję się mojej Walkirii. Cudownie jest odkrywać nieznane sobie nowe rzeki.

Obrazek

Jest piekielnie gorąco i cholernie uciążliwie, lecz doświadczenie ze wspomnianej Sanny nie poszło na marne. Czuję, że tym razem podołam.

Obrazek

Tempo mam jednak ślamazarne. Sporo przeszkód do pokonania w bądź co bądź obładowanym kajaku.

Obrazek

Szukam ochłody i wytchnienia w zacienionych miejscach, których tu nie brakuje.

Obrazek

Szybko Szreniawa raczy mnie kolejną przenoską. Próg wodny. Kolejne skarpy, karkołomne zejścia do wody, kąpiele w pokrzywach. Lekko nie jest, lecz dzisiaj zupełnie jak nie ja, nie szarżuję. Z pokorą i niemałym trudem obnoszę takie miejsca.

Obrazek

Nie wiem czym spowodowane są moje obawy? Kolorem wody? Brakiem ewentualnego wydostania się na brzeg, czy może tym, że w roku 2010, dwie osoby (mężczyzna i mała dziewczynka) wypadły z kajaka i utonęły? Mniejsza o to.

Obrazek

Odtąd Szreniawa próbuje mnie zamordować. Drzew w korycie rzeki jest coraz więcej.

Obrazek

I z każdym zakrętem przeszkody się nasilają. Niektóre naprawdę wielkiego kalibru.

Obrazek

Kosztuje mnie to coraz więcej sił. Polała się też pierwsza krew. Mocny cios w nos. Staram się chwilę przystanąć by zatamować krwawienie.

Obrazek

Mam coraz to większe obawy, czy wyjdę z tego cało. Może to właśnie Szreniawa okaże się Walhallą?

Obrazek

Trafiają się jednak i spokojne, ciche fragmenty rzeki.

Obrazek

Prawdziwe oazy zieleni i spokoju.

Obrazek

Kolejna zapora. Tu wydostanie się na brzeg jak i wszędzie - żadne. Lecz zejście do wody, to już zupełny kosmos.

Obrazek

Ściągnął mnie kajak z wysokiej skarpy prosto do wody. Szczęście, że nie było tam żadnych korzeni. Jeszcze większe, że miałem (jak zawsze) kamizelkę na sobie. Po prostu nie da się tam stanąć na dnie, bo już się nie wylezie. Straciłem buta, lecz chwała, że to tylko tak się skończyło. Chwilę gonię wpław mój kajak. Przy pierwszej zwałce gramolę się do niego, gdyż na brzeg wyleźć się nie da.

Obrazek

Wiele już o tym pisałem. Skoro rzeki są dobrem ogółu, skoro można tam pływać, to dlaczego jednostki grodzące je, nie zapewniają choć trochę bezpiecznego lądowania na brzegu i na wodzie owemu ogółowi?

Obrazek

Hm... przynajmniej zmyłem z siebie kleszcze.

Obrazek

Po chwili kolejna przenoska. Most na którym dumnie umieszczono tablicę z jakich to funduszy został postawiony i jak to ułatwia życie mieszkańcom pobliskich wsi. Wątpię, by dumni byli z niego Ci, co te fundusze wyłożyli. No chyba, że to tak było zaplanowane?

Obrazek

Nic to. Obnoszę tę "ciekawą" konstrukcję.

Obrazek

Rzeka nieco się uspokaja. Nie raczy mnie tu zbyt dużą ilością przeszkód.

Obrazek

Całe szczęście, gdyż mogłem zregenerować nieco siły, przed kolejną zastawką i ciężką, długą przenoską. Długą, bo długo się przymierzałem, czy tego nie spłynąć. Na tyle długo, ze omal nie straciłem wiosła.

Obrazek

Długą, bo zejścia do wody znowu brak. Na brzegu nawiązuję nowe znajomości. Nie na tyle jednak bliskie, by otrzymać pomoc w targaniu mojego dobytku.

Obrazek

Dalej na powrót zwałki. Choć w mniejszej ilości, jak miało to miejsce wcześniej.

Obrazek

Cóż z tego, skoro znowu leje się krew. Nabijam się lewym ramieniem na sterczącą, suchą gałąź. Boli jak cholera. Zostawiłem na owej gałęzi nieco ciała.

Obrazek

Ani wysiąść by to opatrzyć. Do tego dochodzi coraz większe zmęczenie. Zaczynam się poruszać jak mucha w smole. I tak do kolejnej przenoski.

Obrazek

Tym razem młyn. Tu pomny wcześniejszej takiej budowli, od razu wysiadam na podwórzu. I znowu mam farta. Przemiły gospodarz. Dezynfekuję ranne ramię. Chwilę siedzimy i gawędzimy. Raczę młynarza rzecznymi opowiastkami. W nagrodę dostaję gąbkę, bym mógł się obmyć z krwi i błota.

Obrazek

Nie przyjechałem tu jednak na pogaduchy. Pora na mnie. Zresztą mój ubiór nie pasuje do tego miejsca.

Obrazek

Zaczynam odczuwać już spore zmęczenie. Wracają też do rzeki przeszkody. Uparcie wszystko pokonuję. Robi się coraz później.

Obrazek

Obnoszę kolejną zastawkę. Jedyną, gdzie wydostanie się na brzeg, nie graniczyło z cudem. Wiem, że jeszcze dwie budowle do obniesienia przed metą.

Obrazek

I tu świata pomysł, czy może nie "przycisnąć" i nie zakończyć tej rzezi już dzisiaj?

Obrazek

Rzeka weryfikuje ten plan. Tym razem rozcinam policzek. Mam dość na dzisiaj. Palę papierosy i pozwalam się ponieść rzece, lądując na pierwszym w miarę dostępnym brzegu.

Obrazek

Rozbijam obóz. Opatruję rany. Staram się doprowadzić do porządku kajak i siebie. Suszę ciuchy. W końcu zażywam upragnionego odpoczynku.

Obrazek

Obiado - kolacja. Na ucztę wprosić się miały ochotę i sarenka i zając, lecz zbyt płochliwe to istoty. Zasypiam razem ze słońcem. Wstaję z kurami. Wypoczęty i gotowy na zakończenie tej przygody, bądź odnalezieniu Walhalli.

Obrazek

Słońce dzisiaj chyba jeszcze mocniejsze niż wczoraj. I w ogóle czuć w powietrzu, że to niedziela.

Obrazek

Zwałek mniej, lecz trudniejsze do przejścia.

Obrazek

Trochę dokucza kontuzjowane ramię, lecz staram się cieszyć rzeką, pogodą, życiem.

Obrazek

Dopadam kolejnego młyna. Tu w miarę przyjaźnie wygląda wydostanie się na ląd jak i powrót na rzekę.

Obrazek

Wczoraj sporo pokonałem, także na dzisiaj zostało pływania niewiele.

Obrazek

Powoli zostawiam za sobą kolejne metry i kolejne przeszkody. A tych znów jakby więcej.

Obrazek

W samych Koszycach obnoszę kolejny koszmarny próg.

Obrazek

Kilka pociągnięć wiosłem i ukazuje mi się most w okolicach którego wczoraj porzuciłem samochód.

Obrazek

Jakieś dwa kilometry dalej - Wisła. Postanawiam dopłynąć do końca i wrócić pod prąd. Decyzja "średnia". W połowie drogi okazałe bystrze.

Obrazek

Szkoda teraz zawrócić, lecz później na pewno w górę tego nie pokonam. Kolejna decyzja - płynę. Co będzie, to będzie. Samo dopłynięcie do ujścia raczej symboliczne, gdyż Szreniawa na tym odcinku zupełnie nic ciekawego już nie zaprezentowała.

Obrazek

Za to Wisła piękna jak zawsze. Wiele jej nie zwiedziłem. Kilometr, może półtora i ląduję na plaży w okolicach Sokołowic.

Obrazek

Znów porzucam kajak i mniej więcej pięć kilometrów z buta, lasami, polami, drogami do Koszyc po auto. Sam ogarnąłem spływ logistycznie. Walhalli nie znalazłem. Sporo ran, poparzeń (pokrzywy), mnóstwo targania kajaka po lądzie, lecz wspominał to będę z uśmiechem. Choć wrócić, to pewnie już tam nie wrócę. Widziałem ładniejsze rzeki.
-vivere non est necesse, navigare necesse est-
http://pointernaszlaku.blogspot.com/
Avatar użytkownika
Pointer
***
 
Dziękował/a : 135
Dziękowano: 190
Dołączył/a: 25 maja 2014
Lokalizacja: Starachowice
Sprzęt: Dagger Katana 10.4

Re: 2018.05.12-13. Proszowice - Sokołowice (Szreniawa)

Postprzez MichałD » 13 maja 2018, o 20:05

Piękna relacja, miłe zdjęcia, choć sama rzeka "mulistością/" zawiesiny i ilością przeszkód nie zachęca. Mnie w każdym razie.
Zresztą bierze swój początek w lessowej "kapuścianej krainie" (okolice Wolbromia, Charsznicy) i nawet w górnym biegu mętna zazwyczaj. Za to Ścieklec w okolicach kościuszkowskich Racławic jest całkiem OK. Jak ktoś ciekawy jak wyglądają tereny Wyżyny Miechowskiej w górnym biegu w/w cieków znajdzie sporo zdjęć na moim blogu (adres w sygnaturze).

p.s.
Jazda busem w tych okolicach, już tak nawet od Wolbromia na wschód, to często spora dawka adrenaliny. Drogi często wąskie, kręte, pagórków sporo...
Kajakiem, pieszo, rowerem między Wartą, Nidą i Pilicą - blog wycieczkowy.
Avatar użytkownika
MichałD
***
 
Dziękował/a : 9
Dziękowano: 100
Dołączył/a: 17 czerwca 2013
Lokalizacja: Jura Krakowsko-Częstochowska
Sprzęt: kajaki różne

Re: 2018.05.12-13. Proszowice - Sokołowice (Szreniawa)

Postprzez Ra$ » 13 maja 2018, o 22:27

Dzięki za relację, byłem ciekaw bo to niedaleko ode mnie. Ciekawe, ale nawet na mapach Googla kolor wody jest taki jak na Twoich zdjęciach, może ten typ tak ma. Chyba nie wybiorę się w Twoje ślady, ale generalnie prócz koloru wody to fajnie to wyglądało.
Pozdrawiam!
Ra$
nowy użytkownik, bez *
 
Dziękował/a : 1
Dziękowano: 2
Dołączył/a: 07 stycznia 2018
Lokalizacja: Kraków
Sprzęt: Canoe itp...

Re: 2018.05.12-13. Proszowice - Sokołowice (Szreniawa)

Postprzez Adam » 14 maja 2018, o 09:17

Pointer, jak zwykle ciekawa relacja pełna świetnych zdjęć :||:
Na tę rzękę z moim dmuchańcem chyba bym się nie zapuścił :D
Pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Adam
**
 
Dziękował/a : 14
Dziękowano: 60
Dołączył/a: 19 kwietnia 2014
Sprzęt: Seabeard Discovery, Seawave

Re: 2018.05.12-13. Proszowice - Sokołowice (Szreniawa)

Postprzez Sikor » 14 maja 2018, o 12:20

Pływać trzeba 8-) Gratuluję.
https://2.bp.blogspot.com/-ByKJZ8B4x9Q/ ... y%2529.jpg jak zwykle czy coś nowego? :lol:
Krótko i na temat.
Grupa Kajakowa "MENAŻA 07"
Avatar użytkownika
Sikor
******
 
Dziękował/a : 111
Dziękowano: 230
Dołączył/a: 16 października 2014
Lokalizacja: Radom
Sprzęt: kajak

Re: 2018.05.12-13. Proszowice - Sokołowice (Szreniawa)

Postprzez Pointer » 14 maja 2018, o 18:02

Sikor napisał(a):https://2.bp.blogspot.com/-ByKJZ8B4x9Q/ ... y%2529.jpg jak zwykle czy coś nowego? :lol:


Jak zwykle. Bez muzyki nie potrafię. Gust się nie zmienił, ciężkie brzmienia i szanty 8-)
-vivere non est necesse, navigare necesse est-
http://pointernaszlaku.blogspot.com/
Avatar użytkownika
Pointer
***
 
Dziękował/a : 135
Dziękowano: 190
Dołączył/a: 25 maja 2014
Lokalizacja: Starachowice
Sprzęt: Dagger Katana 10.4

Re: 2018.05.12-13. Proszowice - Sokołowice (Szreniawa)

Postprzez Łysy » 16 maja 2018, o 18:54

Dzięki za obszerną relację, momentami przypominającą scenariusz filmu grozy. Jak widać Walhalla nie jest Ci jeszcze pisana ;)
Przyznam, że trochę się rozczarowałem, po przeczytaniu opisu rzeki. Myślałem, że wkrótce będę mógł pójść w Twoje ślady i samemu spróbować tam swoich sił. Jednak po przeczytaniu relacji widzę, że nie ma to większego sensu.
Gratuluję wytrwałości w pokonywaniu napotkanych przeszkód. :||:
Łysy
***
 
Dziękował/a : 55
Dziękowano: 76
Dołączył/a: 01 grudnia 2014
Lokalizacja: Kraków
Sprzęt: Gumotex Solar 410c


Powrót do Relacje - spływy, wyprawy, przygody. Wróciłem z...

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


cron